Rozmowa z Markiem Rożalskim - trenerem, wykładowcą, prowokatorem.
Działanie etyczne - to nie przeżytek, ale przyszłość prowadzenia biznesu, dająca konkretne i pozytywne rezultaty. Postawa win-win, czyli ja wygrywam - ty wygrywasz w biznesie, buduje długotrwałe i solidne relacje. Od stosowania tej strategii może również zależeć wyznaczanie granic, np. prywatności, podczas organizowanych eventów. W celu zmiany postaw u menedżerów firm eventowych i idących za nimi działań, ważne jest, żeby dotrzeć do ich przekonań, bo z nich wypływają emocje i słowa.
Czy Pana zdaniem branża eventowa w poszukiwaniu nowych pomysłów, zleceń, rywalizując z konkurencją respektuje wartości etyczne? Czy są one jej w ogóle potrzebne, czy stanowią jedynie patetyczny dodatek?
Wielokrotnie są chyba kwiatkiem do kożucha. Eventy bowiem stawiają na zabawę. A w zabawie łatwo zabrnąć tam, gdzie się początkowo nie chciało. Tym bardziej, że wzorcem jest telewizyjna papka. Więc często nie liczy się żadna wartość, oprócz zarabiania pieniędzy i oferowania czegoś wystrzałowego, czego nie ma konkurencja. Brak etyki nie rozwija branży. Zapominanie o etyce kończy się źle. Zagryzaniem się dla ceny i desperackich pomysłów, bez względu na konsekwencje.
Twierdzę, że mija czas krwawej konkurencji w biznesie. Kto nie działa etycznie - tonie w „czerwonym oceanie”. Przestrzeganie wartości, ja wygrywam - ty wygrywasz (win-win), buduje wygrane i zadowolone biznesy. Mówię to z własnych obserwacji i doświadczeń. I wiem, co mówię, ponieważ mam coraz więcej zleceń na szkolenia przywracające atmosferę pracy do zdrowej normy. Teraz szuka się mocy wśród sensownie zmotywowanych ludzi. I to jest nowa, rodząca się wartość. Dobrze jest pływać w „niebieskim oceanie” kreatywności i mądrości.
Czy nie sądzi Pan, że model win-win (ja wygrywam - ty wygrywasz) jest dość utopijny, choć pouczający? W życiu realnym często ponosimy konsekwencje czyjejś nieuczciwości, co nas osłabia i może zmniejszać szanse na działanie etyczne.
Sądzę, że świat, w którym spodziewamy się czegoś dobrego jest światem trudniejszym, bo mniej przewidywalnym. Jeśli spodziewam się, że po drugiej stronie jest wróg, to sytuacja jest prosta. Trzeba się obudować, zabezpieczyć i walczyć. Klarowne reguły gry prawda?
Kiedy jednak wybieram zaufanie, że po drugiej stronie jest przyjaciel, wtedy pozostaje mi tylko głęboka wiara w to, że stanie się najlepiej jak tylko może się stać. I, że razem w biznesie osiągniemy więcej. Ja wolę, żeby było trudniej i na dłużej. Niż prosto, ale tylko jeden raz. Komu nie zależy, komu nie można ufać, jest jedynie partnerem jednorazowym. Postawa win-win w biznesie daje długotrwałość relacji. Uczę, że najgorszy jest grzech zaniechania. Brak reakcji. Znieczulica. Jeśli grasz win-win, to ucz tego innych. Wówczas zrażonych, osłabionych będzie mniej. W ten sposób przeuczamy system, by zdrowiał.
Jakie są granice ingerencji w prywatność uczestników eventu w poszukiwaniu coraz to nowych pomysłów?
Ta prywatność ma wiele wymiarów. To może być czas weekendu, który powinien należeć do życia prywatnego. A wciąż większość integracyjnych eventów odbywa się w soboty i niedziele. To może być sprawa przekonań. I wówczas pokaz z na wpół ubranymi tancerkami też jest pogwałceniem prywatności. To może być sprawa wartości, kiedy strzelanie do innych - niezależnie, czy z kolorowych kulek, czy z szyszek – wciąż jest przejawem agresji i braku szacunku.
Wkraczanie w obszar prywatny uczestników eventów musi spełniać jeden podstawowy warunek. W jaki sposób ludzie są przygotowani do tego, by pokazać swoja prywatność? Jeśli z zachowaniem myślenia win-win, to nikogo to nie dotyka. Ludzie wiedzą, że robią coś w ważnej sprawie i wobec przyjaciół. Jeśli natomiast gramy win-loose (ja wygram - ty przegrasz), to moja ujawniona prywatność może być zawsze wykorzystana przeciwko mnie. Bez atmosfery porozumienia odkrywanie się szkodzi. Żaden wróg nie odsłania się w bitwie. To kolejny argument na to, że przyjaźń w biznesie jest konieczna.
To, w jaki sposób mówić o etyce w branży, jakiego języka używać żeby nie wypaść staroświecko, a może nawet już śmiesznie?
Najprostszego, czyli naturalnego. Ja używam prowokacji. Ona pozwala mi na nazwanie rzeczy, o których nie wypada mówić. Skraca czas i dystans. Lubię to, co niesie ze sobą prowokacja - szybkość reakcji i natychmiastowe sprawdzenie intencji. Największa męka, to słuchać ludzi niespójnych: co innego mówią, a co innego robią. Więc, żeby użyć języka, najpierw trzeba mieć przekonanie. I właśnie przekonań menedżerów firm eventowych trzeba by dotknąć. Jeśli masz przekonanie, że się nie da, to się nie da. Jeśli popracujesz nad zmianą przekonań, to wszystko jest możliwe. Z przekonań wypływają emocje i słowa, więc też naturalność języka.
I druga sprawa - w miejsce czczego gadania - działać. Dlatego zamiast nudnie wykładać, przygotowuję dla ludzi, których uczę szereg doświadczeń, gier i zabaw. W działaniu uczą się szybciej i na własnych błędach, więc na dłużej. No i bez krwi, bo to tylko gra. Oszczędza to błędów w rzeczywistym biznesie.
Czy Pana zdaniem powinniśmy jawnie mówić o przypadkach zachowań nieetycznych w branży, piętnując i wymieniając z imienia „winowajców”? Czy jest to dobra metoda walki z negatywnymi zjawiskami?
Jestem zwolennikiem pozytywnej recenzji, czyli mówienia o tym, co zrobiono dobrze. Trzeba nagłaśniać pozytywy. Reszta weźmie je za przykład i wzór do naśladowania. Skandali i złych spraw mamy aż nadto mediach. Ostatnio pracowałem za pomocą doświadczenia edukacyjnego z przedstawicielami firm eventowych na cyklicznym spotkaniu SBE. I wie Pani co? Jest nadzieja dla branży - pewna pani po spotkaniu podeszła do mnie i powiedziała: „jeszcze nikt mi tak nie dał do myślenia jak pan”.
Dziękuję za rozmowę.
Marek Rożalski - Trener, coach, wykładowca, prowokator. Pracuje z myślą o pobudzeniu do działania i wydobywaniu z ludzi najlepszych umiejętności. W ramach szkoleń otwartych doskonali osoby indywidualne w tzw. rozwoju osobistym i zwiększaniu własnej skuteczności wpracy i w życiu zawodowym. Na szkoleniach zamkniętych - szkoli firmy i innych trenerów. Przywraca etyczne wartości w biznesie. Promuje kapitalizm “z ludzką twarzą”, gdzie opłaca się dbać o ludzi, niezależnie od rodzaju prowadzonej działalności. Propaguje zdroworozsądkowe myślenie, synergiczne działanie, sięganie po nieosiągalne.
Rozmawiała Agata Siekierska
Serwis MeetingPlanner.pl wyraża zgodę na udostępnienie tego wywiadu na stronach innych serwisów internetowych. Warunkiem opublikowania wywiadu jest umieszczenie w jego sąsiedztwie następującej informacji: "Wywiad pochodzi z serwisu MeetingPlanner.pl" oraz przekierowania na stronę: http://www.meetingplanner.pl. Treść wywiadu należy skopiować w całości, podając autora i nie zmieniając jego treści merytorycznej.