„2011 to nasz najlepszy rok pod względem obrotu w historii. Jestem absolutnie przekonany, że udało się to dzięki zespołowi, który przeszedł reorganizację.
Nigdy nie baliśmy się inwestować w spotkania bezpośrednie z naszymi klientami. Skoro funkcjonujemy na rynku spotkań, nasz główny biznes to organizacja spotkań dla naszych klientów, sami więc z założenia, ale i przekonania musimy czuć potrzebę ich realizacji”.
O rynku eventowym, osiągnięciach i planach biznesowych rozmawiamy z Michałem Kozakiem, dyrektorem zarządzającym MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel**** - Mazurkas Catering.
MeetingPlanner.pl: Polska i Warszawa dokonały skoku w statystykach ICCA, czy pan jako dyrektor hotelu i centrum specjalizującego się w organizacji konferencji, eventów i spotkań biznesowych zauważa, że tego typu wydarzeń jest coraz więcej?
Michał Kozak: Uczestniczyliśmy w kilku z tych projektów, jednak nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że to znacząco wpłynęło na nasz biznes. Chociaż zdawać by się mogło, biorąc pod uwagę samą statystykę, że to na pewno sukces Warszawy. Niemniej proszę również zwrócić uwagę, że wciąż do najlepszych tracimy cztero czy pięciokrotnie. Wciąż więc mamy jako destynacja wiele do nadrobienia. Myślę, że wynika to z kilku czynników: wciąż brakuje centrum kongresowego w Warszawie z prawdziwego zdarzenia na europejską skalę dającego możliwość swobodnej organizacji kongresu na pięć czy dziesięć tysięcy uczestników. Wciąż przy takich imprezach stosujemy różnego rodzaju protezy. Takie centrum otworzyłoby na pewno nowe możliwości biznesowe dla wszystkich warszawskich hoteli. Napędziłoby koniunkturę. Dałoby wiele możliwości. Warszawa tego potrzebuje jak kania dżdżu (śmiech).
MP.pl: Tematem, który teraz już nieco przycichł, ale nadal budzi wiele emocji jest UEFA Euro 2012. Jak pan postrzega możliwości i szanse jakie biznes konferencyjno-eventowy miał w związku z tym turniejem, szczególnie w kontekście dość restrykcyjnych zasad współpracy, jakie wyznaczyła UEFA Events?
MK: Rzeczywiście mieliśmy okazję współpracować z UEFA przy okazji International Broadcast Center w warszawskim Expo XXI, kiedy to przez półtora miesiąca zapewnialiśmy pełny catering dla ponad tysiąca dziennikarzy z całego świata. To ogromne przedsięwzięcie logistyczne, trudne i wymagające perfekcyjnej organizacji. Dlatego też muszę przyznać, że współpraca z UEFA była niezwykle istotna. UEFA to partner bardzo wymagający, zorganizowany, doświadczony i co dla nas było najbardziej istotne wiedzący, czego chce. Myślę, że współpraca z UEFA przydała nam się bardzo. Mieliśmy okazję zrewidować nasze procedury i standardy. Ja zawsze przy każdej realizacji staram się czerpać doświadczenie, które będę mógł wykorzystać w przyszłości. Jestem przekonany, że ta realizacja rozwinęła nas.
Wracając do biznesu konferencyjnego podczas Euro 2012 to, pomimo dużych oczekiwań, z dużej chmury mały deszcz. Nie mieliśmy doświadczenia sprzedażowego podczas takiej imprezy jako rynek, bo to impreza w Warszawie i w Polsce chyba pierwsza na taką skalę. Miałem okazję przyglądać się hotelom podczas Euro w Austrii i mistrzostwach świata w Niemczech. I efekt wiedeński powtórzył się w Warszawie O ile turystyka indywidualna drgnęła, to rynek konferencyjny w Warszawie niesamowicie się skurczył. Organizatorzy przenieśli – śledząc ceny hoteli – z czerwca większość imprez konferencyjnych. Stąd też na tym polu nie zwiększyliśmy w czerwcu sprzedaży chociaż na to liczyliśmy.
MP.pl: Inaczej zarządza się firmą, kiedy cateringowo obsługuje się taki projekt jak Międzynarodowe Centrum Nadawcze (IBC) największego jak dotąd w Polsce wydarzenia sportowego albo spotkania podczas przewodnictwa w radzie UE?
MK: Zarządzanie firmą to jedna rzecz, a zarządzanie danym projektem to druga. Oczywiście w wypadku takich przedsięwzięć jak konferencje podczas Prezydencji Polski w Unii Europejskiej, kiedy cateringowo obsługiwaliśmy spotkania przez cały miesiąc codziennie w Krakowie, a kolejny miesiąc w Poznaniu, wymagają odpowiedniej logistyki i opracowania. Takimi projektami zarządza się inaczej, bo po prostu ich rozmiar tego wymaga. W sumie podczas tych dwóch imprez wyserwowaliśmy ponad 40 tysięcy posiłków i to dla tak opiniotwórczej grupy gości zagranicznych. Na pewno będą wspominać Polskę przez pryzmat jedzenia również.
Specyfika biznesu MICE i sezonowości sprawia, że zespół, którym zarządzam na co dzień czyli około 130 osób, osiąga czasem 400 czy 500 pracowników. To potężna grupa. Wszyscy muszą być przygotowani i dobrze rozumieć, za co odpowiadają, dlatego też wraz z moimi współpracownikami, bardzo szczegółowo opracowujemy plan realizacji, z dokładnymi planami sal, w których działamy czy miejsc, gdzie tworzymy nasze zaplecza, nie chcę przesadzić, ale zachowując wszelkie proporcje jest w tym sporo taktyki. By sukces imprezy był pełny, wszystko musi funkcjonować jak w maszynie, do tego podczas każdej tak dużej imprezy wydarzają się rzeczy, które czasem trudno przewidzieć i wtedy szybkość reakcji jest decydująca. Dlatego nawet w cateringu stosujemy nowoczesne technologie, które są nieodzowne podczas organizacji imprez na taką skalę, czasem sobie żartujemy szczególnie podczas imprez rządowych, że nie wiadomo kto jest kto, bo i kelner, i oficer BOR ma słuchawkę w uchu (śmiech).
MP.pl: Business Centre Club uznał MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel za Ambasadora Polskiej Gospodarki w kategorii Partner Firm Zagranicznych. Czy pana zdaniem polska branża spotkań i nasza infrastruktura jest na dobrym poziomie? Potrzebujemy więcej promocji?
MK: Na pewno w Polsce infrastruktura kongresowa pozostawia jeszcze wiele do życzenia, wciąż tak jak wcześniej powiedziałem brakuje centrum kongresowego na europejskim poziomie mogącego pomieści nawet 10 tys. osób.
Promocji nigdy za wiele, chociaż jestem przekonany, że mogłaby być lepiej wycelowana. Funkcjonujemy w dość wąskim rynku, więc i trafiać musimy do konkretnych osób, masowość to nie cecha naszego produktu. O tym powinniśmy zawsze pamiętać.
MP.pl: W pozycjonowania MCC Mazurkas i Mazurkas Catering oraz w budowaniu ich wizerunku stawia pan na wydarzenia. Za nami dwie edycje Show Cateringu, teraz organizują państwo biznesowo-artystyczny cykl Forum Humanum. Taka taktyka się sprawdza?
MK: Obserwując nasze wyniki – tak. Nigdy nie baliśmy się inwestować w spotkania bezpośrednie z naszymi klientami. Skoro funkcjonujemy na rynku spotkań, nasz główny biznes to organizacja spotkań dla naszych klientów, sami więc z założenia, ale i przekonania musimy czuć potrzebę ich realizacji. Stworzyliśmy markę Mazurkas Catering w oparciu właśnie o imprezy Catering Show, to na nich pokazaliśmy naszą ofertę, nasze rozumienie cateringu, nasz pomysł i sposób na realizację, nasz poziom serwisu i wreszcie – co najważniejsze - naszą kuchnię. Wszystko to w obliczu najtrudniejszych warunków, bo osoby zapraszane na tę imprezę to najsurowsze jury, to organizatorzy tego typu imprez. Wiec w sposób biegły mogli ją ocenić. Jesteśmy przekonani, że catering jest niezwykle istotnym elementem każdego eventu, kluczowy do osiągnięcia całości efektu.
Forum Humanum to projekt niezwykle istotny dla nas, ale i zgodny z filozofią naszej firmy. Mam przyjemność pracować w firmie, gdzie właściciel zawsze podkreślał, że liczy się coś więcej niż tylko zysk. Jest jeszcze misja. To dla mnie niezwykle istotne, zresztą Forum Humanum to projekt, którego pomysłodawcą jest właśnie właściciel. Sztuka w MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel była obecna od początku. Wystarczy spojrzeć chociażby na nazwy sal w naszym hotelu, zaczerpnięte z form muzycznych czy też w centrum konferencyjnym, będące imionami starożytnych bogów greckich. Forum Humanum to kolejny krok w stronę promowania kultury i sztuki. Chcemy pokazać, że nie trzeba jej ograniczać do murów galerii, muzeów czy sal koncertowych. Sztuka może i powinna towarzyszyć nam każdego dnia, bowiem tkwi w nas jako ludziach naturalna potrzeba obcowania z tym, co piękne i wartościowe. A skoro mamy taką potrzebę, to czemu jej nie zaspokajać? Przez Forum Humanum chcemy również pokazać, że sztuka może być doskonałym elementem spotkań biznesowych. Dowodem na słuszność tego twierdzenia niech będzie ogromne zainteresowanie właśnie przedstawicieli świata biznesu, którzy przybyli na spotkanie 15 kwietnia i 17 czerwca.
MP.pl: Podczas jednego z branżowych spotkań prowadzonych przez MP.pl padła teza dotycząca co prawda rynku agencji eventowych, że ten sektor ma się coraz słabiej i znacznie spadła jakość oferowanych w branży spotkań usług? Czy zgadza się pan z taką diagnozą?
MK: Nie chcę wchodzić w dywagację czy rzeczywiście tak jest, jeśliby tak było, to byłby to swoisty paradoks. Myślę, że w obliczu wzrastającej konkurencji to właśnie jakość usług powinna mieć dla klientów największe znaczenie. Może błąd tkwi w doborze ewentualnych podwykonawców, a nie w tym, że jakość usług spada. Z resztą nie uogólniałbym, aż tak. Sam obserwuję rynek i w obliczu naszej konkurencji, której wciąż w bardzo dynamicznym tempie przybywa, jestem przekonany, że nasz produkt może obronić się właśnie jakością. W pełnym tego słowa znaczeniu. Jakość musi być widoczna na każdym etapie współpracy z klientem, od momentu reakcji na zapytanie ofertowe i przygotowanie oferty, aż po realizację imprezy. Klient musi się czuć bezpiecznie i komfortowo. Wtedy całość procesu organizacji wydarzenia przebiega w warunkach, które przekładają się na efekt końcowy – sukces całego wydarzenia.
MP.pl: Kontynuując ten wątek, czy obserwuje pan zjawisko, że zleceniodawcy częściej niż dotychczas organizują swoje projekty bezpośrednio z podwykonawcami, np. z dostawcą cateringu czy centrum konferencyjnym. Czy silna pozycja podwykonawców zagraża agencjom eventowym?
MK: Nie sądzę by tak było. Wprost przeciwnie myślę, że nie stanowi to zagrożenie, a wręcz atut. Agencje eventowe to gwarant spięcia całości wydarzenia, my jesteśmy odpowiedzialni za jego cześć. Myślę, że w dobrze pojętym biznesie MICE wszystkie ogniwa są istotne i każdy ma swoją pracę do wykonania. Pięćdziesiąt procent naszych klientów to agencje eventowe i z tego się bardzo cieszymy. To stali partnerzy, których biznesowo rozumiemy.
MP.pl: W kontekście trudnej sytuacji branży dużo mówi się także o ruchach personalnych pomiędzy firmami. W Mazurkasie także duża część ekipy pracuje w odświeżonym składzie. Jak podsumowuje pan poprzedni rok i pierwsze półrocze 2012 r.?
MK: Rok 2011 to był nasz przełomowy czas. Najlepszy rok pod względem obrotu w historii. Jestem absolutnie przekonany, że udało się to dzięki zespołowi, który przeszedł reorganizację. Jesteśmy teraz niezwykle wybuchową mieszanką powstałą z połączenia młodości, pasji i doświadczenia. Mam zespół, z którego jestem dumny. To ludzie bardzo zaangażowani w pracę, kompetentni, chcący osiągnąć sukces. Chcę w tym miejscu im bardzo serdecznie podziękować. Wszystkim 130 osobom bez których wszystkie nasze realizacje – a było ich w minionym roku 884 – nie byłyby możliwe. Dobra robota – dziękuje!!! A pierwsze półrocze 2012??? Nie chcę zapeszać, oby drugie było takie samo…
MP.pl: Jakie plany biznesowe zakłada pan na drugą część roku? Czy Mazurkas zaskoczy branżę nowymi inwestycjami?
MK: Wciąż się rozwijamy to proces ciągły w Mazurkasie i niewyczerpany. Mam nadzieję, że zaskoczymy jeszcze nie raz. Tak wiele jest jeszcze rzeczy do zrobienia…