Przyzwyczajeni do rozmachu dużych fundacji i głośnych zbiórek, zaczynamy wierzyć, że tylko „wielkie” znaczy „skuteczne”. Im większa scena, im głośniejsza kampania, im bardziej znane nazwiska, tym łatwiej uznać, że właśnie tam dzieje się coś naprawdę istotnego. Tymczasem równie istotna pomoc rodzi się z dala od reflektorów. W małych firmach, lokalnych organizacjach i oddolnych inicjatywach, które działają bez rozgłosu, ale często bardzo blisko ludzi i ich codziennych problemów.
Rzeczywiście skala ma znaczenie. Przykłady takie jak WOŚP czy TOP Charity pokazują, że duże organizacje potrafią zmieniać systemowo, finansować sprzęt medyczny, wspierać edukację czy budować długofalowe programy pomocowe. To poziom działania, którego nie da się zastąpić małymi inicjatywami.
Ale to tylko jedna warstwa. Druga, znacznie mniej widoczna, działa równolegle i często jest pierwszą linią realnej pomocy. To świat małych firm i niewielkich fundacji, takich jak Fundacja Daj Herbatę. One nie budują narracji o „zmianie systemu”. One budują codzienną pomoc. Szybko reagują, często bez rozgłosu i bez zaplecza instytucjonalnego. Są blisko ludzi i problemów, zanim te zdążą stać się „tematem systemowym”.
I tu pojawia się problem. Im bardziej skupiamy się na wielkich projektach, tym bardziej przestajemy widzieć te mniejsze. Skala zaczyna działać jak filtr. To, co duże, uznajemy za ważne, a to, co małe, za drugoplanowe. A przecież to właśnie ta drugoplanowa warstwa często reaguje najszybciej.
Obok nich działa jeszcze trzecia warstwa, która wymyka się prostym kategoriom. To projekty rozpoznawalne medialnie, ale celowo utrzymane w mniejszej, precyzyjnej skali.
Przykładem są Charytatywne Kulinarne Zawody Dziennikarzy. Wydarzenie, w którym spotykają się znane twarze i ogólnopolskie media, ale które nie aspiruje do bycia „wielką kampanią społeczną”. Jego siła polega na precyzyjnym przekierowaniu energii w konkretne miejsca i potrzeby. W ramach tej inicjatywy udało się w zeszłym roku otworzyć gabinet psychologiczny na Mazurach, zorganizować warsztaty w szkołach dla około 800 osób oraz zorganizować 6 konferencji dla młodzieży, których tematem było zdrowie psychiczne.
To pokazuje, że skuteczność nie zawsze wynika ze skali. Czasem wynika tego, że pomoc trafia dokładnie tam, gdzie jest potrzebna. Bez nadmiaru pośredników i warstw organizacyjnych.
Nie chodzi jednak o przeciwstawianie sobie tych trzech światów. Duże fundacje pozostają fundamentem systemowej zmiany. Wbrew dominującej narracji, pomaganie nie jest wyścigiem wielkości. Jest systemem naczyń połączonych. I działa najlepiej wtedy, gdy widzimy wszystkie jego warstwy.
Autor: Grzegorz Kieniksman, producent, strateg i twórca projektów społeczno-kulturalnych. Head of marketing & creation w Rebelia Media Group.
Łączy biznes z kreatywnością, od launchów marek po duże eventy, festiwale i projekty CSR. Inspiruje się sztuką, designem i kulturą, szukając rozwiązań, które wyróżniają marki i budują ich realną wartość. Pełni również funkcję prezesa Fundacji Dwie Głowy, gdzie rozwija inicjatywy społeczne i edukacyjne. Twórca nagradzanych projektów, m.in. „Dnia Świadomości. Rozmowy o zdrowiu psychicznym” oraz akcji „Twoje TAK ma Moc”, zajmującej się tematyką transplantologią dziecięcą.