Segment spotkań i wydarzeń odpowiada za niespełna jedną trzecią biznesu Arłamowa, ale pozostaje jednym z jego strategicznych filarów. Michał Kozak, prezes zarządu Hotelu Arłamów, w rozmowie z MeetingPlanner.pl mówi o współpracy i partnerstwie, roli sportu w budowaniu marki, lojalności klientów, planowanych inwestycjach oraz zespołowym wyniku i odpowiedzialności za obiekt, który działa 24 godziny na dobę i funkcjonuje jak samodzielny organizm.
Magdalena Kondas, MeetingPlanner.pl (MP): Spotykamy się w Hotelu Arłamów w „Dniu Hotelarza”. Wydaje się, że jest to coraz bardziej złożona profesja, zarówno jeśli zarządza się tak wielofunkcyjnym obiektem, jak i w sytuacji bezpośredniego kontaktu z gościem. W jakim momencie jesteśmy – to jest dobry czy trudny czas dla hotelarstwa w Polsce?
Michał Kozak, Hotel Arłamów (MK): Na pewno jest i dobry, i wymagający jednocześnie. Polska cały czas bardzo dynamicznie rozwija się gospodarczo i to bezpośrednio wpływa na możliwości podróżowania. Polacy mają dziś większe zasoby, częściej mogą sobie pozwolić na wyjazdy po kraju i coraz chętniej z tej możliwości korzystają. Te najbardziej ekonomiczne kierunki zagraniczne nadal są popularne, ale bardzo powoli przestają być jedynym naturalnym wyborem.
MP: Czyli Polska jest konkurencją dla zagranicy?
MK: W tej chwili już tak, tym bardziej że mamy taką sytuację geopolityczną, że nie ma pełnej pewności co do bezpieczeństwa podróżowania w niektóre rejony świata. Polska jest krajem bezpiecznym, więc to także jest czynnik, który wspomaga tę dynamikę.
Musimy jednak pamiętać, że podaż również rośnie, i to bardziej dynamicznie niż sam popyt, czy potencjalny popyt. Można powiedzieć, że w tym roku liczba pokojów 4- i 5-gwiazdkowych w Polsce zwiększy się o 16–17 proc. w tym samym segmencie rynku. To jest wyzwanie dla wszystkich, ale też pewna mobilizacja do tego, żeby po prostu się nie zatrzymywać. W biznesie ruch musi być cały czas. Mamy ku temu skuteczną stymulację.
MP: Często, mówiąc o wspomnianej stymulacji czy motywacji, przywołujesz też wartości. W 2025 roku wartością przewodnią #ArłaTeam był szacunek – wobec gościa, współpracownika, pracownika i przełożonego. W 2026 roku jest nią odpowiedzialność. Co to oznacza w praktyce dla ponad 200-osobowego zespołu?
MK: Odpowiedzialność zawodowa, odpowiedzialność w pracy, to temat, nad którym bardzo mocno pracujemy. Jak wspomniałaś, mamy ponad 200-osobowy zespół i jeśli np. 199 osób może wykonać świetną pracę, ale wystarczy, że jednej osobie w którymś momencie zabraknie odpowiedzialności, żeby wpłynęło to na obraz pracy całego zespołu. Hotel działa 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To żywy organizm, w którym cały czas coś się dzieje i różne sytuacje mogą pojawić się także w najtrudniejszych, najpóźniejszych czy najwcześniejszych godzinach.
Dlatego bardzo mocno stawiamy na współodpowiedzialność i świadomość, że każdy pracuje indywidualnie, ale wynik zawsze jest zespołowy. I właśnie nad tym pracujemy w #ArłaTeam.
Wydaje mi się, że udało nam się stworzyć dobrą mieszankę talentów, osobowości, kompetencji i charakterów. To naprawdę jest drużyna, która ciągnie ten obiekt. Ja to czuję i mam wrażenie, że czują to również nasi goście.
Można wybudować najpiękniejszy hotel, stworzyć wyjątkowe wnętrza i cały anturaż, ale jeśli nie będzie zespołu, pozostaną to puste wartości, które nie zbudują biznesu. W usługach 70 proc. sukcesu to jednak ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie.
MP: Mówiąc o ludziach i odpowiedzialności, w swoich wypowiedziach często podkreślasz też, że im większy udział sprzedaży bezpośredniej, tym bardziej hotel sam odpowiada za obsługę klienta na każdym etapie. I w tym segmencie osiągnęliście rekordowy wynik – ponad 90 proc. udziału sprzedaży bezpośredniej. To jest efekt spotykany na polskim rynku?
MK: Tak, ale rzadko, i pewnie częściej w mniejszych obiektach. U nas ponad 90 proc. rezerwacji pochodzi ze sprzedaży bezpośredniej. To bardzo duży kredyt zaufania ze strony naszych gości. Ufają nam na tyle, że chcą rezerwować bezpośrednio i wiedzą, że otrzymają od nas najlepsze możliwe warunki.
To był też efekt świadomie przyjętej strategii. Przez długi czas bardzo mocno inwestowaliśmy w sprzedaż bezpośrednią, promowaliśmy ją i konsekwentnie budowaliśmy. Wiązało się to z różnymi wyrzeczeniami i przede wszystkim z decyzją, żeby nie chodzić na skróty. Na rynku są rozwiązania, które pozwalają szybciej zwiększyć sprzedaż, na przykład poprzez niższą cenę i wyższą prowizję dla pośrednika. My wybraliśmy trudniejszą drogę: stworzyć taki produkt i taki poziom obsługi, za które sami bierzemy pełną odpowiedzialność.
Przy naszej skali – ok. 120 mln zł obrotu, a w tym roku pewnie 125 mln zł – ponad 90 proc. sprzedaży bezpośredniej to naprawdę potężny wynik. Ale stoi za nim ogrom pracy sprzedażowej, marketingowej, serwisowej i operacyjnej. Żeby utrzymać taki udział sprzedaży bezpośredniej, gość musi mieć pełne zaufanie do obiektu i do tego, że na każdym etapie otrzyma odpowiednią obsługę.
MP: Wygląda na to, że w każdym aspekcie funkcjonowania obiektu jesteście samowystarczalni…
MK: Jesteśmy na szczycie góry, w środku lasu, w promieniu ok. 30 kilometrów właściwie bez większej cywilizacji. To już samo w sobie buduje takie podejście, że po prostu musisz radzić sobie sam. Czy chodzi o odśnieżanie dróg, produkcję prądu, pozyskanie gościa czy wszystkie inne procesy, które zachodzą w Arłamowie – musimy być przygotowani na samodzielność.
I z tym bezpośrednio wiąże się odpowiedzialność. To jest dobre podejście, ale też bardzo wymagające.
MP: Wyniki Arłamowa w ostatnim roku – które przywołałeś, ale przypomnijmy: 118,6 mln zł przychodów, 17,3 mln zł zysku netto – potwierdzałyby tezę o dobrych czasach. Hotel zwiększał przychody mimo niższego obłożenia. Jakie znaczenie w osiągnięciu tego wyniku ma segment MICE?
MK: MICE odpowiada za niespełna jedną trzecią naszego biznesu, ale dla takiego obiektu jak Arłamów jest to segment strategiczny. Kluczowe jest umiejętne połączenie gościa MICE z gościem indywidualnym. Przez ostatnie cztery lata utrzymujemy obłożenie na poziomie blisko 80 proc. rocznie i bez odpowiedniego zarządzania tymi dwoma segmentami nie byłoby to możliwe.
Mamy bardzo jasno określone, w jakich porach roku, miesiącach, a nawet dniach tygodnia możemy mocniej otwierać się na MICE, a kiedy większy sens biznesowy ma gość indywidualny. Wszystko opiera się na tym, co w danym momencie jest dla nas bardziej opłacalne.
Tę mapę struktury sprzedaży mamy bardzo dokładnie rozpisaną na cały rok. Ważne jest później, żeby konsekwentnie trzymać się tych założeń, bo one wynikają z doświadczenia i z bardzo świadomie przyjętej strategii.
MP: Które to są te mocne terminy?
MK: Kluczowe są dla nas przede wszystkim maj, czerwiec, wrzesień, październik, listopad i częściowo grudzień. To dość podobny rytm do tego, który widać na całym polskim rynku. Same wydarzenia odbywają się najczęściej od poniedziałku do czwartku i właśnie tutaj bardzo ważna jest strategia cenowa i sprzedażowa, która musi być konsekwentna, po prostu.
Nie możemy na przykład zbyt mocno oddawać weekendów MICE-owi, bo weekend bardzo dobrze sprzedaje się gościowi indywidualnemu. Jeżeli więc grupa biznesowa wchodzi w ten termin, musi to mieć uzasadnienie i być odpowiednio zaplanowane. Trzeba też umiejętnie zarządzać obecnością obu grup w hotelu, tak żeby ich potrzeby się nie zderzały. MICE często oznacza aktywności wieczorne, podczas gdy gość indywidualny oczekuje wtedy spokoju i odpoczynku.
To już nie jest tylko kwestia sprzedaży, ale również operacyjnego zarządzania doświadczeniem gościa. W hotelarstwie potrzebna jest permanentna czujność i gotowość, bo każdy szczegół ma znaczenie. Jedno niedociągnięcie, jeden element, który nie zadziała tak, jak powinien, może wpłynąć na odbiór całego obiektu. Dlatego cały zespół musi mieć włączony taki „skaner” – cały czas patrzeć na hotel i wszystko, co się w nim dzieje, oczami gościa. Dopiero wtedy te różne segmenty i wszystkie elementy naszej oferty mogą rzeczywiście dobrze się ze sobą skleić.
MP: Mówisz o ciągłej gotowości i potrzebie permanentnej czujności. Jak z tej perspektywy oceniasz dziś segment MICE i współpracę z klientami korporacyjnymi i agencjami?
MK: Wyzwań jest dużo, ale mamy wyjątkową możliwość współpracy w szerszym wymiarze bezpośrednio z klientem – korporacyjnym, instytucjonalnym czy stowarzyszeniowym. Wynika to z bardzo szerokiej oferty Arłamowa. Ona z jednej strony daje wiele możliwości, a z drugiej wymusza na nas odpowiedzialność i dojrzałą rozmowę z klientem o tym, jaki cel ma osiągnąć dane wydarzenie i dla kogo jest organizowane – czy to są klienci, czy pracownicy, czy partnerzy biznesowi danej firmy.
Dlatego szczególnie w segmencie MICE nie chcemy być wyłącznie dostawcą. Bardziej odpowiada nam rola partnera. Mamy 13 lat doświadczenia i bardzo unikalną infrastrukturę, więc czujemy, że powinniśmy dzielić się z klientami tym doświadczeniem, pokazywać zarówno mocne strony, jak i te mniej oczywiste kwestie organizacyjne, na które trzeba zwrócić uwagę, żeby osiągnąć dobry efekt końcowy.
Wypracowujemy też model, w którym wydarzenie w Arłamowie nie kończy się na schemacie: konferencja, konferencja, konferencja, kolacja, nocleg, śniadanie i wyjazd. Oczywiście część merytoryczna musi być mocna, ale równie ważne jest, żeby uczestnik miał czas skorzystać z tego, co daje sam Arłamów. Potrzebna jest przestrzeń na odpoczynek, doświadczenie miejsca i na taką dobrą asymilację wszystkich informacji, które przez kilka dni uczestnicy otrzymują.
MP: Budżety nie stanowią dziś dużego wyzwania?
MK: Budżet zawsze jest kwestią dyskusji, bo my chcemy uzyskać jak najwięcej, a klient wydać jak najmniej. Uważam jednak, że dobry biznes jest wtedy, kiedy spotykamy się mniej więcej w połowie drogi i obie strony mają poczucie, że to jest dla nich korzystne. To poczucie musi mieć zarówno klient, jak i hotel. Wtedy zaangażowanie, motywacja i czujność na szczegóły są po obu stronach największe. I ostatecznie korzystają na tym wszyscy – klient, hotel i goście, którzy przyjeżdżają na wydarzenie.
MP: O pandemii już w zasadzie nie pamiętamy, ale ten okres wpłynął na kurs rozwoju wydarzeń, spotkań biznesowych. Dostrzegasz dziś zmiany w funkcjonowaniu tego segmentu?
MK: Tak. I to poniekąd jest efekt tego zatrzymania się. Strategia organizacji wydarzeń jest dziś dużo bardziej dojrzała. To już nie jest podejście: „mam określony budżet i muszę go wydać na imprezę integracyjną”. Coraz częściej punktem wyjścia jest pytanie: jaki konkretny cel firma chce dzięki temu wydarzeniu osiągnąć? I to jest dla mnie game changer.
Naszą rolą jest wtedy bycie partnerem – o czym wspomniałem – i wykorzystać całą infrastrukturę i możliwości Arłamowa, żeby ten cel wesprzeć. Jednym z takich obszarów jest ArłaMOVE i wszystko, co wiąże się ze sportem oraz aktywnym stylem życia. Mamy nie tylko bardzo rozbudowaną infrastrukturę, ale również dostęp do sportowców najwyższej klasy – mistrzów świata czy olimpijczyków. Łączymy doświadczenia amatorów z profesjonalistami, żeby inspirować uczestników i zachęcać ich do ruchu. W konsekwencji tego zostaliśmy oficjalnym hotelem Olimpijskiej Reprezentacji Polski.
Jak powiedział Einstein: życie jest jak jazda na rowerze – żeby zachować równowagę, trzeba być w ciągłym ruchu. To właściwie dobrze oddaje filozofię Arłamowa. Chcemy zarażać nią naszych gości, bo równowaga psychiczna i fizyczna jest dziś szczególnie ważna w świecie, który stawia przed nami coraz więcej wymagań.
MP: Sport definiuje Arłamów – od infrastruktury i współpracy ze sportowcami po partnerstwa przy dużych wydarzeniach (jak Super Mecz), status „domu polskich reprezentacji”, czy, jak podkreślasz, przywilej oficjalnego hotelu polskiej reprezentacji olimpijskiej. Na ile jest to realizacja misji, a na ile działania wizerunkowe i marketingowe?
MK: Zaczęło się oczywiście od działań wizerunkowych i marketingowych. Już sam charakter i założenie tego hotelu właściwie nas do tego obligują. Z czasem sport stał się jednak czymś znacznie więcej – dziś jest po prostu częścią naszego DNA i przenika wszystkie obszary codziennego funkcjonowania.
Stąd też współpraca z Polskim Komitetem Olimpijskim, ale też z wieloma organizacjami i związkami sportowymi w Polsce. Gościmy tutaj narodowe reprezentacje.
MP: Koszykarze już byli?
MK: Właśnie, jeszcze tylko koszykarzy musimy domknąć (śmiech). Ale, prowadzimy w tej sprawie rozmowy i jesteśmy już niedaleko. Jeśli uda się zorganizować w Arłamowie zgrupowanie reprezentacji Polski w koszykówce, będziemy mieli komplet polskich drużyn narodowych, które przygotowywały się u nas do swoich startów. Zdobędziemy reprezentacyjną koronę polskich sportów (śmiech).
Od półtora roku rozwijamy też naszą misję olimpijską, wspierając polskich olimpijczyków zarówno w przygotowaniach, jak i w okresie regeneracji po igrzyskach. To też jest dla nas bardzo ważny kierunek.
Sport nie jest łatwym segmentem, jeśli patrzeć wyłącznie przez pryzmat dużego biznesu. Mówiąc wprost, to bardziej misja, pomysł na ten hotel i element naszej tożsamości niż klasyczna strategia biznesowa.
MP: Czyli to bardziej inwestowanie niż zarabianie.
MK: Zdecydowanie. Biznes robimy przede wszystkim w innych segmentach. W naszym przypadku sport ma znacznie szersze znaczenie. Mamy silne poczucie misji – chcemy i potrzebujemy wspierać sport. Jednocześnie sport wspiera nas w budowaniu strategii sprzedażowej, marketingowej i wizerunkowej, a przede wszystkim wzmacnia tożsamość Arłamowa. Także w segmencie MICE.
MP: Właśnie. Nagroda w ostatniej edycji MP Power Awards® w kategorii „Event integracja” – Pekao Cup 2025, to duże wydarzenie integracyjno-sportowe, firmowe igrzyska, które odbyły się w Arlamowie.
MK: Średnio w roku organizujemy ok. 25–30 igrzysk sportowych dla firm – za jedną z takich realizacji, przygotowaną wspólnie z agencją Master Brand, otrzymaliśmy nawet nagrodę branżową. To jednak nie jest dla nas wyjątek, tylko właściwie kwintesencja tego, co robimy na co dzień – czasem w mniejszej, czasem w większej skali.
Ten sportowy sznyt jest bardzo ważny także w segmencie MICE. Pomaga nam również to, że coraz więcej osób w Polsce regularnie uprawia sport. Widać wyraźnie nową falę zainteresowania różnymi dyscyplinami i aktywnym stylem życia, a my możemy ten trend bardzo naturalnie wykorzystywać w projektowaniu wydarzeń dla firm.
MP: Igrzyska sportowe to jeden z waszych charakterystycznych formatów, jakie jeszcze wydarzenia odbywają się dziś w Arłamowie?
MK: To są przede wszystkim wydarzenia coraz bardziej związane z dobrostanem, regeneracją i przyrodą i co ważne trwające co najmniej dwa dni. Przy naszym położeniu to właściwie naturalne – jeśli grupa przyjeżdża do Arłamowa, zwykle chce wykorzystać ten czas bardziej niż tylko na samą konferencję.
Dlatego te wydarzenia są najczęściej wielowątkowe. Łączą część merytoryczną z integracją, team buildingiem, sportem czy rywalizacją, a często kończą się galą, na przykład na naszym patio, które jest do tego bardzo dobrze przygotowane.
Właśnie ta wielowątkowość jest czymś, co charakteryzuje segment MICE w Arłamowie.
MP: A czy są branże, które tu szczególnie wracają?
MK: Tak. Najczęściej wracają do nas firmy z branży farmaceutycznej, bankowej, ubezpieczeniowej oraz szeroko rozumiany duży biznes korporacyjny.
W naszej strategii ważne jest też docieranie do firm, które już inwestują w sport, np. poprzez sponsoring. Z takimi partnerami dużo łatwiej znaleźć wspólny język, bo oni rozumieją, po co sport jest obecny w komunikacji marki i jaką może pełnić rolę w wydarzeniach dla pracowników czy partnerów biznesowych.
Dlatego współpracujemy z wieloma dużymi korporacjami zaangażowanymi w sport – czy to w Lidze Mistrzów, Ekstraklasie, czy innych rozgrywkach krajowych i międzynarodowych. Jeśli firma świadomie inwestuje w sport, to zazwyczaj rozumie też, jak wykorzystać go podczas własnych wydarzeń. Wtedy cała komunikacja i strategia są po prostu bardziej spójne.
MP: Podsumowując sportowy wątek, można w Arłamowie profesjonalnie grać w piłkę nożną, można profesjonalnie grać w golfa, tenisa, padla…
MK: Można profesjonalnie uprawiać 34 dyscypliny sportowe – na certyfikowanych kortach, boiskach i w specjalnie przygotowanych przestrzeniach. Jeśli mamy halę sportową, na której trenuje czy gra drużyna koszykarska, to parkiet, kosze i cała infrastruktura są certyfikowane zgodnie ze standardami FIBA i przygotowane do rozgrywania profesjonalnych meczów. Podobnie jest w przypadku pozostałych dyscyplin – zależy nam na tym, żeby infrastruktura rzeczywiście spełniała wymagania sportu profesjonalnego, a nie tylko rekreacji
MP: Wspomniałeś już, że gość MICE powinien mieć w Arłamowie czas nie tylko na część merytoryczną, ale też na skorzystanie z samego miejsca. Od kilku lat mocno rozwijacie też temat well-beingu – m.in. poprzez Arłamów Business Challenge czy Arłamów on Tour. Jak ten kierunek przekłada się dziś na funkcjonowanie hotelu i ofertę MICE?
MK: Well-being to bardzo szeroki temat. I im dłużej się tym zajmujemy, tym bardziej widzę, także jako osoba zarządzająca dużym zespołem, że well-being nie sprowadza się do tego, jak ktoś spędza wolny czas. To cały system naczyń połączonych: czas w pracy i po pracy, relacja pracownik – pracodawca, to, co firma daje pracownikowi merytorycznie, ale też to, jak on się czuje przed pracą, w jej trakcie i po niej.
Wojtek Herra podczas naszych spotkań powiedział kiedyś, że jeśli w niedzielę wieczorem boli cię brzuch na myśl o poniedziałku, to znaczy, że coś jest nie tak. Bardzo mi to utkwiło w pamięci. Bo jeśli mamy być w pracy kreatywni, zaangażowani i dawać z siebie naprawdę dużo, to musimy po prostu chcieć do niej przychodzić.
I tak właśnie patrzymy na well-being także w kontekście MICE. To nie jest pojedyncza aktywność w programie, tylko sposób myślenia o całym doświadczeniu uczestnika – tak, żeby po intensywnej części merytorycznej miał przestrzeń na ruch, regenerację, relacje i złapanie równowagi.
MP: Wspomniałeś o lokalizacji Arłamowa, która bywa postrzegana jako wymagająca. Z jednej strony – kilkadziesiąt kilometrów od większych ośrodków, z drugiej – właśnie to daje poczucie odcięcia i wyjątkowości. Dziś ta lokalizacja jest bardziej barierą czy przewagą?
MK: Na początku może być postrzegana jako bariera, ale kiedy już ktoś Arłamowa doświadczy, bardzo często okazuje się, że ta lokalizacja staje się przewagą. Mamy wielu gości powracających – są tacy, którzy przyjeżdżają do nas po dwudziesty czy dwudziesty piąty raz. To oczywiście także duża odpowiedzialność (znowu wracam do tej wartości), bo musimy cały czas się zmieniać i dawać im powód, żeby wracali.
Podobnie jest w segmencie MICE. Najtrudniejsze jest pozyskanie klienta po raz pierwszy, ale kiedy już zaczynamy współpracę, bardzo często ma ona charakter długofalowy. I to uważam za jedną z największych wartości naszego biznesu MICE – mamy lojalnych klientów, którzy regularnie do nas wracają.
Później okazuje się, że te dodatkowe pół godziny w samochodzie czy ostatnie kilometry po serpentynach naprawdę warto przejechać, żeby dostać doświadczenie, które oferuje Arłamów. Zresztą sama dostępność bardzo się poprawiła. Kiedyś podróż zajmowała siedem godzin, dziś z wielu kierunków jest to trzy – cztery godziny. Dzięki temu obszar, na którym możemy aktywnie pozyskiwać klientów MICE, cały czas się zwiększa.
MP: Ta szczególna lokalizacja oznacza też szczególną odpowiedzialność. Kilka lat temu projekt Eko Arłamów otrzymał nagrodę specjalną MP Power Awards® „Zrównoważony rozwój w branży eventowej”, a dziś przygotowujecie raport ESG. Jak ten obszar zmienił się w ostatnich latach i jakie znaczenie ma dziś dla klientów MICE?
MK: Zmieniło się bardzo dużo i przede wszystkim widać, że podejście do ESG staje się coraz bardziej dojrzałe. Dostrzegamy to już na poziomie zapytań ofertowych od klientów korporacyjnych – dla wielu firm ma znaczenie, czy obiekt działa według określonych standardów, jak podchodzi do odpowiedzialności środowiskowej i czy potrafi to udokumentować.
My traktujemy ten temat bardzo serio. Nad przygotowaniem raportu ESG pracuje właściwie cały zespół, bo w takiej organizacji jak Arłamów to są tysiące procesów, które trzeba przeanalizować, uporządkować, wdrożyć i odpowiednio mierzyć. Jesteśmy już na końcowym etapie tej pracy.
Powody są trzy. Po pierwsze, zmieniają się regulacje. Po drugie, rosną oczekiwania partnerów biznesowych – im większa firma, tym bardziej szczegółowe kryteria dotyczące ESG pojawiają się przy wyborze dostawców i miejsc realizacji wydarzeń. Ale jest też trzeci powód, dla nas chyba najważniejszy: funkcjonujemy w wyjątkowym otoczeniu przyrodniczym, w obszarze Natura 2000, w sąsiedztwie trzech rezerwatów przyrody. To samo w sobie zobowiązuje.
Musimy więc działać tak, żeby rozwijać biznes, ale jednocześnie robić to odpowiedzialnie i z poszanowaniem środowiska, w którym funkcjonujemy. To nie jest łatwe, ale jest możliwe.
MP: Czy infrastruktura Arłamowa będzie się rozwijać?
MK: Mamy bardzo szerokie plany inwestycyjne, choć oczywiście ich realizacja zależy od możliwości finansowych, bo przy takiej skali to podstawowy komponent.
Poza rozwojem infrastruktury pokojowej myślimy m.in. o profesjonalnym aquaparku, który dawałby więcej możliwości aktywnego spędzania czasu w wodzie, a nie tylko wypoczynku. Mamy też plany związane z dalszym rozwojem infrastruktury konferencyjnej i sportowej.
Bardzo ważnym projektem jest również trzeci stadion. Dziś mamy dwa boiska piłkarskie z trybunami, a chcielibyśmy stworzyć profesjonalny stadion lekkoatletyczny. Mamy na to miejsce, koncepcję i gotowe rozwiązania. Rozmawialiśmy już w tej sprawie m.in. z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Chcielibyśmy realizować ten projekt w formule partnerskiej – we współpracy ze związkami sportowymi czy ministerstwem. My możemy zainwestować w infrastrukturę, ale zależy nam również na tym, żeby powstała ona w odpowiedzi na potrzeby sportowców i była przez nich później regularnie wykorzystywana.
Na mówienie o konkretach jest jeszcze nieco za wcześnie. Przed nami kluczowe decyzje, rozmawiamy z inwestorami, dogrywamy szczegóły.
MP: Masz poczucie, że to jest praca pod ciągłą presją?
MK: Właściwie cokolwiek robię poza pracą, ona i tak gdzieś zostaje z tyłu głowy. Czy jestem w domu, na urlopie, czy w drodze, cały czas wiem, że hotel funkcjonuje 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Cały czas dzieją się jakieś procesy, ktoś jest na posterunku i ktoś musi dowozić.
Pandemia bardzo dobrze to pokazała. Kiedy kazano nam zamknąć hotel, okazało się, że właściwie nie mamy jak tego zrobić – nie ma zamka w drzwiach wejściowych do hotelu (śmiech), bo ten obiekt po prostu nie został zaprojektowany do tego, żeby stać zamknięty. To dobrze oddaje tę ciągłą gotowość.
Ale tutaj widzę wiele analogii ze sportem. Sport nauczył mnie, że im więcej pracy wykonasz na treningu, tym lepiej jesteś przygotowany. Ale równie ważny jest szacunek – do rywala i do własnego zespołu, taki „szatniany”. W biznesie działa to podobnie. Jeśli szanujesz klienta, analizujesz jego potrzeby, to chcesz dostarczyć mu produkt, który naprawdę jest dla niego i jak najlepiej spełni jego oczekiwania. Ale żeby to zrobić, musisz też mieć dobry, zaangażowany zespół i szacunek wewnątrz tego zespołu. Możemy się spierać, nie zgadzać, dyskutować, ale na końcu – wiem, że się powtarzam – najważniejsze są odpowiedzialność zawodowa i szacunek.
Ale też wielką satysfakcję daje fakt, że Arłamów jest takim miejscem, w którym można się kreatywnie spełnić. To olbrzymie laboratorium do testów pomysłów biznesowych.
MP: To na jakie wydarzenie w Arłamowie jeszcze czekasz?
MK: No, na zdobycie korony sportu polskiego (śmiech). Tych koszykarzy chciałbym domknąć – to jest moja osobista misja i wierzę, że ją zrealizujemy. Wtedy mielibyśmy właściwie pełną listę najważniejszych reprezentacyjnych dyscyplin sportowych, które przygotowywały się w Arłamowie.
Bardzo chciałbym też powtórzyć przygodę z reprezentacją Polski kobiet i mężczyzn w piłce nożnej. To była gigantyczna skala i doświadczenie, które mocno wpłynęło zarówno na sam obiekt, jak i na markę Arłamowa. Takie wydarzenie jest jednocześnie testem organizacyjnym, ogromną rekomendacją i bardzo silnym narzędziem wizerunkowym.
Mam w swojej historii zawodowej również doświadczenie organizacji Szczytu NATO na Stadionie Narodowym i to ukształtowało mnie zawodowo na wiele lat – jeśli chodzi o standardy, procedury i procesy przy dużych wydarzeniach. Krótko mówiąc: jesteśmy przygotowani i mam poczucie, że w Arłamowie wciąż mamy jeszcze sporo do pokazania. Szczególnie jeśli uda się zrealizować planowane inwestycje i otworzyć kolejny etap rozwoju obiektu.
MP: Wracając do święta hotelarza, czego byś życzył zarówno sobie i swojemu zespołowi, jak i rynkowi?
MK: Zdrowej konkurencji, opartej na właściwych zasadach. Konkurencja jest potrzebna, bo motywuje nas do tego, żeby być mocniejszymi, bardziej kreatywnymi i osiągać lepsze wyniki. Na końcu miarą naszej pracy jest jednak skuteczność i ona oczywiście przekłada się również na wynik finansowy.
Ale ważne jest dla mnie, żeby ta rywalizacja odbywała się w warunkach fair play. Nie ma nic lepszego niż stanąć do konkurencji, czasem wygrać, czasem przegrać, ale wiedzieć, że zrobiło się dobrą robotę.
A w odniesieniu do tych 17 proc. nowych pokojów na rynku, o których mówiliśmy, podam prosty przykład. Codziennie rano, przed pracą pływam. Normalnie przepływam kilometr w około 27 minut, ale kiedy przyjeżdża Wojtek Cłapiński i płynie na torze obok, robię 24 minuty. I właśnie tak działa zdrowa konkurencja – podnosi poziom i poprawia wyniki.
Zobacz Hotel Arłamów w Wyszukiwarce Obiektów Konferencje.pl >>>
Michał Kozak, prezes zarządu Hotelu Arłamów SA
Od początku swojej historii zawodowej związany z branżą hotelarską, rozpoczynając jako recepcjonista i przechodząc przez kolejne szczeble zawodowe w hotelu. W branży hotelarskiej i MICE od 25 lat.
Obecnie odpowiada za zarządzanie czterogwiazdkowym Hotelem Arłamów SA i rozwój obiektu. To wszechstronny, kompleksowy obiekt w górach, o charakterze wypoczynkowo-konferencyjno-sportowym. Hotel Arłamów posiada 254 pokojów i 3500 mkw. powierzchni konferencyjnej, 240 hektarów terenu, największa w Polsce strefę spa & wellness, centrum sportowe, dwie hale sportowe, dwa pełnowymiarowe stadiony piłkarskie, własne lotnisko, trójgeneracyjną elektrociepłownię na bio paliwo, własny system wodociągów, własną ekologiczną oczyszczalnię ścieków.
Wcześniej jako dyrektor generalny z sukcesami zarządzał przez 15 lat z ponad 135-osobowym zespołem jednym z największych przyhotelowych centrów konferencyjnych w Polsce – MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel w Ożarowie Mazowieckim. Odpowiedzialny był również za zarządzanie i rozwój Mazurkas Catering 360°, specjalizującej się w obsłudze cateringowej największych wydarzeń na terenie całej Polski takich jak: Szczyt NATO na PGE Narodowym, z udziałem najważniejszych osobistości ze świata polityki (Obama, Merkel, Cameron), 41. Sesja Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO, odbywającej się na Wawelu w Krakowie, Verva Street Racing w Warszawie, Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach.
Osobowość Roku MICE Poland 2012 w kategorii „Manager obiektu”, zdobywca głównej nagrody w pierwszej edycji MP Power Awards® w kategorii „Dostawca: catering”. W 2019 roku odebrał MP Power Award w kategorii „Dostawca: venue”, a w 2020 MP Power Award w kategorii „Innowator”
Wykładowca na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego Studium „Event Management”.
Felietonista MeetingPlanner.pl, cykl felietonów: „Turbo Kozak, czyli rzeczywistość z biznesowo-sportowej perspektywy Michała Kozaka”
Poza pracą miłośnik piłki nożnej zaangażowany w jej społeczny rozwój – jako wiceprezes Miejskiego Klubu Sportowego Znicz Pruszków współtworzył jedną z największych w Polsce Akademii Piłkarskich. Obecnie zaangażowany w rozwój KS Arłamów Ustrzyki Dolne.