Agata Kondracka: Nie ma czasu na FOMO, czyli o prawdziwej wartości incentive travel

Rumunia wspólne tańce fot. Wojtek Lewandowski
Rumunia wspólne tańce fot. Wojtek Lewandowski
Namibia
Namibia
Sri Lanka taniec w deszczu na plaży fot. Wojtek Lewandowski
Sri Lanka taniec w deszczu na plaży fot. Wojtek Lewandowski
La dolce vita w Rzymie fot. Agata Kondracka
La dolce vita w Rzymie fot. Agata Kondracka

Moja działka na Mazurach to czarna dziura zasięgowa. Dzięki temu moja głowa odzyskuje przestrzeń na coś, co powoli staje się dobrem deficytowym i może zabrzmi to źle, ale naprawdę zaczynam tam więcej… myśleć. 
 
Mam ostatnio wrażenie, że żyjemy w czasach paradoksu. Jesteśmy zmęczeni byciem online, ale jednocześnie coraz trudniej nam być offline. W rozmowach ze znajomymi, klientami coraz częściej narzekamy na nadmiar informacji, powiadomienia, ciągłą dostępność i tempo, które nie pozwala się zatrzymać. Mówimy, że chcielibyśmy odpocząć od telefonu, social mediów, maili i komunikatorów. A potem wsiadamy do samolotu i pierwszą rzeczą, którą robimy po wylądowaniu, jest sprawdzenie zasięgu, uruchomienie esima, włączenie roamingu.
 
Telefon stał się nie tylko narzędziem pracy. Stał się naszym kompasem, aparatem fotograficznym, kamerą, kalendarzem, przewodnikiem, mapą, pamiętnikiem i często również ucieczką od chwili obecnej. (o m.in. upadku papierowych przewodników pisałam we wrześniu 2025 w felietonie Overtourism, instaspoty i góry Pamir).
 
Mówiąc o incentive offline, nie mam na myśli wyłączania telefonów i odcinania ludzi od technologii. Mam na myśli coś znacznie cenniejszego, odzyskanie uwagi i prawdziwej obecności w danym momencie. Bo podróż offline nie oznacza cyfrowego detoksu z telefonami zamkniętymi w sejfie.
 
Wyjazdy Incentive to nagroda i nie chodzi o karanie ludzi za korzystanie z technologii. Podróż offline nie musi oznaczać samotnej medytacji na końcu świata. Czasem największym odłączeniem od cyfrowego świata jest bycie razem. To moment, kiedy telefon przestaje być potrzebny, bo dzieje się coś, czego nie chce się przegapić.
 
Wyjazdy incentive są w pewnym sensie zbiorem chwil offline. Nie dlatego, że odcinamy ludzi od technologii, ale dlatego, że tworzymy skrupulatnie zaplanowane sytuacje, w których technologia na chwilę schodzi na dalszy plan. I właśnie takich chwil podczas wyjazdów incentive jest bardzo, bardzo dużo. Czasem są małe i niezauważalne. Czasem spektakularne. Ale to one sprawiają, że podróż zostaje z nami na długo po powrocie.
 
To może być Rzym i wspólne przygotowywanie prawdziwej włoskiej pizzy. Mąka na rękach, śmiech przy stole, próby uformowania idealnego ciasta i włoski gospodarz, który z uśmiechem tłumaczy, że najlepsza pizza nie potrzebuje perfekcji, tylko serca. Albo jazda na Vespie pośród wąskich uliczek Trastevere. Wiatr we włosach, zapach kawy unoszący się z małych kawiarni, mijane place, ukryte zaułki i poczucie, że przez chwilę nie zwiedzamy Rzymu, tylko naprawdę w nim jesteśmy.
 
To może być wieczór w Rumunii, gdzie przy drewnianych stołach, lokalnym jedzeniu i muzyce na żywo uczestnicy najpierw z lekkim dystansem obserwują tradycyjne tańce. A potem ktoś zostaje zaproszony do środka. Pojawia się pierwszy krok, pierwszy śmiech, kolejne osoby dołączają. Wszyscy tańczą, klaszczą i bawią się razem jak znajomi od lat.
 
Taniec jest jednym z najbardziej uniwersalnych języków offline. Czy to tango w Buenos Aires, gdzie trzeba zaufać partnerowi i muzyce. Czy rytmy afrykańskie w Kenii, gdzie wspólny ruch przy ognisku łączy ludzi szybciej niż jakikolwiek team building. Czy muzyka irlandzka w dublińskim pubie, gdzie po kilku minutach słuchania skrzypiec i wspólnego śpiewania grupa przestaje być grupą uczestników, a staje się częścią miejsca. Czy taniec boso na plaży na Sri Lance w deszczu.
 
To może być Kazachstan i wieczór w jurcie po dniu spędzonym na bezkresnym stepie. Ogień, gwiazdy, rozmowy, lokalne historie. Moment, w którym nikt nie sprawdza godziny, bo czas nagle przestaje mieć znaczenie.
 
To może być Namibia i chwila ciszy podczas safari, kiedy wszyscy patrzą na słonia przechodzącego kilka metrów od samochodu. Nikt nie mówi. Nikt nie chce tego przegapić. Aparaty pojawiają się na chwilę, ale najpierw jest zachwyt.
 
To może być Tajlandia i wspólne gotowanie na lokalnym targu. Wybieranie składników, rozmowy z mieszkańcami, zapach świeżych ziół, wspólne przygotowanie posiłku. Nie oglądamy kultury zza szyby. Stajemy się jej częścią.
 
Bo „offline” zaczyna się tam, gdzie kończy się obserwowanie, a zaczyna uczestniczenie.
 
Wyjazdu incentive są wyjazdami offline. Dlaczego? Bo kiedy naprawdę dużo się dzieje, nie ma czasu na bycie w sieci. Człowiek jest zajęty przeżywaniem. Jest w rozmowie, tańcu, śmiechu, wspólnym odkrywaniu miejsca. Chyba właśnie na tym polega prawdziwe offline incentive, nie na odłączeniu od świata, ale na byciu tak mocno obecnym w danym momencie, że nie czujemy potrzeby bycia online. I nawet nie ma czasu na FOMO.

Autorka: Agata Kondracka, współzałożycielka i współwłaścicielka agencji MindBlowing
Cykl felietonów: Global Nation czyli historie globalne
Agata Kondracka współwłaścicielka agencji MindBlowing w swojej pracy stara się łączyć wartościowe spotkania, przede wszystkim te z kategorii incentive travel, sztukę i zrównoważony sposób prowadzenia biznesu, ze szczególnym naciskiem na dbałość o środowisko i zero waste. I tych aspektów będą dotyczyć głównie jej komentarze.

Global Nation by Agata Kondracka w pierwszy poniedziałek kazdego miesiąca