Zakładki jasne 3a

Polecane obiekty

Hotel Polonia Palace

Warszawa (mazowieckie)

Międzynarodowe Centrum...

Kraków (małopolskie)

ICE Kraków Congress Centre

Kraków (małopolskie)

Polecane usługi

Masters Catering

Warszawa (mazowieckie)

Belvedere Catering by Design

Warszawa (mazowieckie)

Z-Factor. Smart Hospitality

Kraków (małopolskie)
A A
Felietony

Tomasz Mlącki: Internowane wakacje

Metafizycznie, merytorycznie… Tomasz Mlącki

Turystyka krajowa przeżywa wymuszony renesans. Run na miejsca B&B (bliskie i bezpieczne) to najlepsza egzemplifikacja wielce prawdziwego hasła „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”, a raczej „co się lubić musi”. Pisze Tomasz Mlącki w cyklu „Metafizycznie, merytorycznie…”.

Niby Europa się otwiera, niby już jest zagraniczna alternatywa, ale obawa przed dalszym wyjazdem wciąż jest mocna. Szczególnie gdy trzeba polecieć, czyli uzależnić się od przewoźnika. Wizja koczowania tysiące kilometrów od kraju w przypadku nagłej, niedobrej zmiany sytuacji epidemicznej skutecznie studzi podróżnicze marzenia. Lepiej więc, co racjonalne w tych chaotycznych czasach, liczyć na siebie, swój samochód i miejsce niezbyt odległe od domu. Takie internowane wakacje, nasza wewnętrzna bańka. Lokalna, narodowa, swojska, nowa. Nowa wszelako pozornie, bo jak słusznie pisał już w XVIII w. ksiądz Kitowicz: „rzeczy na świecie, odmieniając się ustawicznie według przepisanego im od Stwórcy prawa i za koleją jedne po drugich następując, nowymi się być zdają, choć już dawniej były. A że ludzie pospolicie lubią nowe rzeczy bardziej niż stare, nowymi zaś są wszystkie dawne dla tych, którzy ich nie widzieli…”. Zatem, raczej wbrew woli i oby w tym tylko roku, wracamy do czasów, gdy „piękna nasza Polska cała” musiała przygniatającej większości z nas za cały świat wystarczyć. Nie tak dawno przecież, ledwie trzydzieści lat temu, lwia część urlopowiczów zaludniała latem przestrzeń między Bałtykiem, Odrą, Bugiem i Tatrami. Garstka cieszyła się Morzem Czarnym lub Adriatykiem, a jednostki resztą globu. Tak to, swoiście co prawda, wracamy do przeszłości. Nie zapominając o eskapizmie, bo przecież chcemy umknąć od opresji, zapomnieć o tym co teraz, zanurzyć się w bezpiecznym wczoraj…

Zapanowała obrzydliwość cudzej gęby, jak to ujmował wspominany Kitowicz. Pisał co prawda o zaniku obyczaju picia toastów z jednego kielicha, mając usta na względzie, ale teraz niechęć obejmuje już całe oblicze, bo przecież innych poza wąskim i rodzinnym kręgiem wolimy z bliska nie oglądać. Safety first! Pożądane są wolnostojące, samowystarczalne domy, domki, niewielkie pensjonaty i apartamenty, najchętniej gdzieś w głuszy, lesie, nad jeziorem, z dala od tłocznych plaż i uznanych kurortów, dające ułudę posiadania kawałka świata na bezpieczną wyłączność. Biznesy życia robią dilerzy kamperów, bo w nich wolność od niepożądanego towarzystwa przejawia się najpełniej. Te wyposażone w napęd własny domki na kółkach są już niedostępnym, bo na pniu zeszły, ideałem urlopowym AD 2020. Ruchomymi eremami epidemicznej doby, szybkimi i pewnymi środkami ucieczki przed zagrożeniem.
Zaplanowałaś/eś urlop powiedzmy nad morzem, a wiadoma krzywa nie chce się tam płaszczyć i rośnie? Jedźmy zatem w Lubuskie, tam jeszcze płasko. Wszak kto swoje nosi, o nic się nie prosi. A raczej, wożąc swoje niczego się nie boję! Przyjeżdżamy w miejsce, które pamiętamy jako odludzie i ktoś, co za gruba nieprzyzwoitość, nam je zajął? Ustawiamy bieg w tryb drive i realizujemy plan B, dobrą, taką mamy przynajmniej nadzieję, zmianę. Jakież to doskonałe, elastyczne narzędzie pandemicznej pomysłowości. Poza tym, co teraz bezcenne, odzyskujemy poczucie kontroli nad czasem i materią. Myślę więc jestem, działam i mam! Co prawda na krótko i w sumie pozornie, ale dobry i taki ersatz sprawczości po trzech miesiącach głodówki. Podróż za jeden uśmiech. Uśmiech triumfu zapobiegliwego, zamożnego, zaradnego. Tyle, że takich niewielu, bo ceny tych cacek zaporowe, a podaż więcej niż ograniczona. Co więc pozostaje tym, których na kampera nie stać, bądź nie mieli szczęścia w wypożyczalni? Lub tym, którzy nie załapali się na refugium w głuszy, bo jak podają portale popyt na samowystarczalne domy wakacyjne wzrósł o ponad 1600 procent, a podaż nie nadążyła? Innymi słowy, tym którzy nie zdążyli sobie z wyprzedzeniem przyprawić pustelniczej gęby? Nie zapominając o komforcie, rzecz jasna.

Wyjścia są w zasadzie dwa, romantyczno-naturalistyczne i realistyczno-negacjonistyczne. Zacznijmy od tego drugiego, które zdaje się dominować, co udowodnił czerwcowy długi weekend. Ulegamy więc kontrolowanej amnezji i udajemy, że wszystko jest jak było, na przykład przed rokiem. Dali zdjąć maski na otwartym terenie, zalecenie wypełniamy ochoczo. A że dodali, iż należy zachować dystans – nie widziałem, nie słyszałem! A jeśli nawet tak, jakże tu się dystansować, skoro świętujemy koniec społecznej kwarantanny? Zatem Krupówki, Monciak i wszystkie inne aspirujące do ich pozycji deptaki polskie są jak rwące ciżbą ludzką potoki po niespodziewanej, długotrwałej porze suchej. Pełne. Ludzi, radości, słońca, beztroski, nie wspominając o wirusie. Efekt poznamy pod koniec czerwca, kiedy ten tekst się ukaże. Nie pozostaje nam nic innego jak mieć nadzieję, a mieć ją powinni wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, „zarówno wierzący w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”, że to co zdawałoby się oczywiste z naukowego punktu widzenia, tym razem się nie ziści. Niech szkiełko mędrca ustąpi jego sercu. Ten jeden raz. Swoją drogą to unikalna szansa na zjednoczenie tak podzielonej przedwyborczo nacji wokół czegoś pozytywnego. Bezapelacyjnie i bezwzględnie, po raz pierwszy od 1989 roku.

Pozostaje jeszcze wyjście pierwsze. Romantyzm bywa zaraźliwy, na szczęście. Nie ma miejsca pod solidnym dachem? Zabierzmy dach ze sobą! Ten płócienny, rzecz jasna. Wspomniane 30 lat temu taka turystyka była prawdziwie masowa. Namioty noszono i wożono, jak kto chciał, no i jak kto mógł. Cała Polska stała otworem, ale i dziś pula miejsc, gdzie można się rozbić jest przeogromna. Kameralne pola namiotowe albo tereny prywatne, po uzgodnieniu z gospodarzem. Przetrwały nawet nieliczne, tak powszechne wtedy, bazy namiotowe, choć dziś nie można ich już nazwać studenckimi. Co prawda opiekują się nimi studenci, ale byli, zdobywający wiedzę jeszcze w XX wieku. Chętnych wielu nie będzie, bo przecież namioty nie są wyposażone w łazienki i klimatyzatory, lecz urok rozgwieżdżonej nocy z dala od ulicznych latarni, wschodów słońca nad jeziorami, zamglonych łąk o poranku, powleczonych czerwoną barwą wieczoru połonin, ustronnych bindug i czarownych zatok zrekompensuje brak wygód. To dla oka, nie zapominajmy jednakże o tym, co usłyszymy. O symfonii napisanej przez naturę: allegro wiatru i deszczu, adagio leniwego słonecznego dnia, a wszystko to wsparte śpiewem tysięcy ptaków. Filharmonia pod gołym niebem - off line. Można też przy okazji napisać własną symfonię na inne zmysły, choć trzeba się będzie podzielić prawami autorskimi. Zmrużyłem oczy i przywołuję wspomnienia z setek tak spędzonych nocy… Least said, soonest mended…

Miało być sarkastycznie, a wyszło na koniec nostalgicznie, żeby nie rzec elegijnie. Zresztą czyż elegia nie jest najdoskonalszą formą eskapizmu? Patrzymy wstecz, wygładzając nieco chropowatość wspomnień, otuleni w dystans i pogodę ducha, doprawione szczyptą melancholii. Tu każdy może być Czechowem, zarażającym wyrozumiałością dla ludzkiej niedoskonałości. Dla Wujaszka Wani, siebie, Sióstr Prozorow – Trzech, przecież, jak wiadomo, Boh trojcu lubit…
Życzmy sobie dobrych, spokojnych, zdrowych wakacji, ale koniecznie takich ostatnich.

 

Autor: Tomasz Mlącki
Cykl felietonów: Metafizycznie, merytorycznie… Tomasz Mlącki
Tomasz Mlącki, który od ponad 25 lat współtworzy wydarzenia, które przypisać można do każdej z liter akronimu MICE, tym razem stara się dochodzić do istoty rzeczy, patrząc z szerszej perspektywy. Interesuje go złożoność świata, i chętnie zrezygnuje z branżocentrycznego punktu widzenia, by pokazać, że to, co tworzymy nie jest oddzielną wyspą, a wszystko dzieje się w szerszym kontekście. Kontekście, o którym w codziennym pędzie nierzadko zapominamy.
Metafizycznie, merytorycznie… czwarty wtorek miesiąca

23 czer 2020
 
średnia ocen:
0.0
 
oceń
 
 
 
Meeting Planner Sp. z o.o.
ul. Złota 9/30, 00-019 Warszawa
tel.: 22.378 38 51
 
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.