Blumy nie zaczęły się od sali konferencyjnej, biznesplanu ani poszukiwania kolejnej „modnej” przestrzeni eventowej. Pierwszy impuls pojawił się dużo dalej od Gliwic – podczas regularnych wyjazdów na południe Europy.
To właśnie tam Damian Wiatrak zetknął się z alternatywnymi formami noclegu. Jedną z nich był glamping. Sam pomysł nie był już wówczas nowością, ale uwagę zwróciła możliwość połączenia glampingu z dodatkowymi usługami i stworzenia oferty wykraczającej poza sam nocleg. – Glamping był punktem wyjścia. Zacząłem się zastanawiać, co się stanie, jeśli dołożę do niego kilka usług i stworzę miejsce, które nie będzie pełniło jednej funkcji. Uznałem, że taki model może bardzo dobrze odnaleźć się również u nas – mówi Damian Wiatrak, Dyrektor Zarządzający Grupy Place Care.
Potrzebne było jeszcze miejsce. I wtedy pojawiło się Małe Dzierżno.

Miejsce znane dużo wcześniej
Kiedy pojawiła się możliwość inwestycji w grunty położone w sąsiedztwie Małego Dzierżna, decyzja zapadła szybko. Damian Wiatrak znał to jezioro długo przed tym, zanim zaczął patrzeć na jego okolice jak na miejsce pod nowy projekt. – Jest w tym trochę sentymentu. Właśnie nad tym jeziorem, jeszcze jako młody chłopak, zaczynałem swoją przygodę z wędkarstwem wyczynowym. Gdy nadarzyła się okazja inwestycji w grunty położone w sąsiedztwie Małego Dzierżna, decyzja zapadła szybko – przyznaje.
Samo miejsce oczywiście nie wystarczało. Trzeba było jeszcze zdecydować, czym właściwie Blumy mają być i jak przełożyć ten pomysł na działający biznes. Pierwsza wersja była znacznie prostsza od tego, czym Blumy są dzisiaj. Zakładała podstawowe funkcje obiektu, ale wraz z rozwojem inwestycji dochodziły kolejne rozwiązania: jedne wynikały z wcześniejszych planów, inne pojawiały się już w trakcie prac i zmieniały sposób myślenia o całej ofercie. Nie było więc jednego, zamkniętego scenariusza realizowanego od początku do końca. Był kierunek, który z czasem coraz mocniej weryfikowała praktyka.
Najtrudniej było… zbudować ofertę
Paradoksalnie jednym z największych wyzwań nie okazała się odpowiedź na pytanie, co jeszcze można zbudować albo dołożyć do infrastruktury. Znacznie trudniejsze okazało się przełożenie wszystkich elementów obiektu na spójną ofertę dla klienta.
Na początku zespół bardzo dokładnie analizował napływające zapytania: jakich wydarzeń szukają klienci, czego oczekują, które elementy oferty rzeczywiście są dla nich istotne, a które dobrze wyglądają jedynie w założeniach. – Konstrukcja oferty zajęła nam dużo czasu. Przez pierwsze miesiące mocno analizowaliśmy oczekiwania wynikające z zapytań klientów i dopiero na tej podstawie ustawialiśmy jej kolejne parametry. Rynek bardzo szybko zaczął nam pokazywać, czego rzeczywiście potrzebuje – mówi Wiatrak.
Ten proces właściwie się nie skończył. Grupy przyjeżdżają z własnymi potrzebami i pomysłami na wykorzystanie miejsca, dlatego oferta nie jest traktowana jako zamknięta. – Każda realizacja weryfikuje nasze założenia i pokazuje kierunki dalszego rozwoju. To dzieje się cały czas. W takim projekcie trzeba zachować elastyczność, bo bardzo szybko można się przekonać, że klient widzi zastosowanie miejsca trochę inaczej niż zakładaliśmy przy pierwszym szkicu – dodaje.
Blumy są obecnie jednym z projektów w portfolio Grupy Place Care, działającej w obszarze eventów, gastronomii, cateringu i hospitality. Ich historia dobrze pokazuje sposób działania Grupy – założenia można określić na początku, ale później trzeba być gotowym je korygować, jeśli kolejne realizacje i zapytania klientów wskazują inne potrzeby niż te, które zakładano na starcie.
Pomysł trzeba jeszcze policzyć
O rynkowym uzasadnieniu Blumów Wiatrak mówił już w rozmowie z MeetingPlanner.pl. Jego zdaniem rozwój branży eventowej nie musi oznaczać większej skali realizacji. Na znaczeniu mogą za to zyskiwać mniejsze formaty, w których część biznesowa łączy się z naturą, regeneracją, aktywnością czy szeroko rozumianym wellbeingiem. Blumy powstały właśnie z myślą o takim modelu.
Tyle że między zauważeniem trendu a stworzeniem działającego przedsięwzięcia jest jeszcze etap, o którym w opowieściach o nowych konceptach mówi się zdecydowanie mniej: koszty. Zapytany o to, co przy inwestycji zaskoczyło go najbardziej, Wiatrak nie mówi o zachowaniach klientów, nowych trendach czy nieoczekiwanych zastosowaniach miejsca. – Koszty. Zdecydowanie – odpowiada. Damian Wiatrak wskazuje przy tym na kilka nakładających się na siebie czynników. – Każda inwestycja ma swój budżet, ale w trakcie realizacji bardzo łatwo go przekroczyć. Pojawiają się nowe pomysły, część wcześniejszych założeń się zmienia, do tego dochodzą zmiany cen produktów i usług. To wszystko trzeba później uwzględnić w całym biznesie – mówi Wiatrak.
Koncepcja może być świetna, lokalizacja atrakcyjna, zaś trend może wyglądać obiecująco – ostatecznie jednak ktoś musi policzyć inwestycję, skonstruować ofertę i sprawdzić, czy klienci rzeczywiście chcą z niej korzystać.
To nie jest zamknięty projekt
Dzisiaj Blumy są częścią portfolio Grupy Place Care i funkcjonują jako miejsce eventowo-retreatowe dla grup do 80 osób. Dalszy rozwój ma przebiegać etapowo, wraz ze zwiększaniem potencjału noclegowego, gastronomicznego oraz części związanej z regeneracją i wellness.
Nie chodzi jednak o dokładanie funkcji tylko dlatego, że pozwala na to przestrzeń. Pierwsze etapy Blumów pokazały, że dalsze decyzje powinny wynikać zarówno z założeń właścicieli, jak i z doświadczeń kolejnych realizacji. Nie wszystko powstało jednak od razu – na południu Europy pojawiła się inspiracja, potem znalazła swoje miejsce nad Małym Dzierżnem, ważnym dla Damiana Wiatraka od lat. Dalej były budowa, koszty i miesiące układania oferty. Dziś część zmian podpowiadają już sami klienci.
ARTYKUŁ PARTNERA