Zakładki jasne 3a

Polecane obiekty

Hotel Polonia Palace

Warszawa (mazowieckie)

Międzynarodowe Centrum...

Kraków (małopolskie)

ICE Kraków Congress Centre

Kraków (małopolskie)

Polecane usługi

Masters Catering

Warszawa (mazowieckie)

Belvedere Catering by Design

Warszawa (mazowieckie)

Z-Factor. Smart Hospitality

Kraków (małopolskie)
A A
Felietony

Tomasz Mlącki: Krajobraz po COP-ie

Katowice odetchnęły. Smogiem, jak co dzień, i z ulgą, bo dwa tygodnie szczytu klimatycznego mają już za sobą. Mógłbym tu pisać w detalach o kolejnej świetnie przeprowadzonej przez polski przemysł spotkań imprezie, o jakże wysokiej randze, ale MICE industry w naszym kraju przyzwyczaił świat, że jak się za coś weźmiemy, to nie ma innej opcji niż zwycięstwo. Zatem nie będę się rozpadał nad organizacją, transportem, cateringiem i innymi komponentami owego sukcesu, gdyż zaangażowane w to firmy gwarancję powodzenia mają wpisaną w swój biznesowy kod genetyczny. W jednym zdaniu: Noblesse oblige, chapeaux bas, Polish MICE rules
Muszę się jednak pochylić nad esencją owego zgromadzenia – czyli globalnym ociepleniem.

 

Chyba już nikt z przedstawicieli homo sapiens nie zaprzeczy, że jest ono potężnie nabrzmiewającym problemem, choć przez wiele lat usilnie negowano jego istnienie i wszelkie, jakże naoczne tego faktu implikacje. Jest w nieuniknionej konsekwencji wyrokiem w zawieszeniu, którego zapadalność jest coraz bliższa. Wszelkie autorytety światowej nauki biją na alarm, że czasu mamy dramatycznie mało, ale nie jest jeszcze za późno, choć pozostaje nam ledwo 15 lat na działanie. Los Planety jest ciągle odwracalny. Zdawałoby się, że w takiej sytuacji trzeba porzucić wszelkie swary, różnice zdań, dysproporcje i dysfunkcje, dać wszystkie ręce na pokład i wespół, w zespół, zechcieć chcieć, żeby sparafrazować, proszę wybaczyć śmiałość, Przyborę z Wyspiańskim. Zdawałoby się, ale… praktyka jak zwykle skrzeczy.


Prezydent mojego kraju w przemówieniu inauguracyjnym afirmuje rzeczywistość alternatywną, przekonując siebie i zgromadzonych, że da się pogodzić wzrost gospodarczy oparty na węglu, który jest polskim dobrem narodowym, gwarantem ekonomicznej niezawisłości, z niską emisyjnością gospodarki. Niedługo później, na Barbórce, zgłasza akces do roli Rejtana, zapewniając z ekspresyjną determinacją, iż polskiego górnictwa węglowego będzie bronić jak niepodległości. Powtórzę, koryfeusze światowej nauki, dowodnie i bez wątpliwości wywodzą, że spalanie paliw kopalnych jest główną przyczyną podnoszenia się temperatury, poziomu oceanów, topnienia lodowców, pustynnienia wielkich połaci kuli ziemskiej, dramatycznych susz, klęsk głodu, gigantycznego smogu, słowem śmierci Ziemi w formie, w jakiej ją znamy. Tymczasem przedstawiciele rządu kraju organizującego szczyt ostatniej szansy snują opowieści o nasadzeniach leśnych, które to niby wchłoną całą tę dwutlenkowo-węglową truciznę. Sponsorami szczytu są lokalne firmy wysokoemisyjne, konsekwentnie zatruwające środowisko. Z drugiej strony sekuje się tu przemysł energii odnawialnej, tworząc bariery, choćby dla energii wiatrowej, czy na masową skalę wycina się wiekowe lasy. Mrożek, gdyby żył, zrobiłby z tego materiału arcymistrzowską groteskę, przy której zbladłby geniusz „Tanga”. Ale co tam my, kraj w końcu średniej wielkości. Prezydent najpotężniejszego państwa na świecie z uporem godnym lepszej sprawy podnosi ignorancję do rangi cnoty, bez zmrużenia oka prawiąc urbi et orbi, że on w to całe proekologiczne ględzenie nie wierzy. Wiara łatwiej przychodzi niż wiedza…

 

Kraje uboższe nie chcą, nie bez racji, płacić tyle samo co bogatsze, wysoko uprzemysłowione i wysokoemisyjne gospodarki. Bogaci nie chcą sponsorować biednych. Partykularyzmy królują ponad dobrem wspólnym, którym bezsprzecznie jest trzecia planeta od Słońca. Dokument końcowy COP-u jest zbiorem życzeń, maksymalnie rozdętym kompromisem, bez skutecznych narzędzi i metod kontroli. Merytorycznie to fiasko, regres w tył w kontekście konferencji paryskiej. Nie zmieni tego choćby najbardziej efektowna finalna akrobacja w wykonaniu przewodniczącego obrad. Niby nihil novi sub sole, w końcu cała historia cywilizacji to dialektyka. Ale tym razem nie ma alternatywy. Tym razem, gdyby Pan zechciał o tym napisać, profesorze Fukuyama, miałby Pan zupełną rację – to koniec historii… 


Po co o tym na branżowym portalu, ktoś mógłby zapytać. Wszędzie o tym trąbią, pesymiści. Niestety, sprawa nas zasadniczo dotyczy. Polska ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w krajach UE, na 50 najbardziej zatrutych miast w Unii lwia cześć jest położona między Bugiem a Odrą, dwie najpopularniejsze destynacje MICE w naszym kraju, Kraków i Warszawa, generujące zdecydowaną większość dochodu branży, przekraczają regularnie o setki procent i tak najbardziej liberalne w Unii normy emisyjne. Inne państwa coś w tym kierunku robią, z dobrymi efektami, a u nas zaklina się rzeczywistość. Żyjemy w świecie błyskawicznej informacji, coraz bardziej świadomym, dbałym o zdrowie i środowisko. Nie łudźmy się, cytując kolejnego klasyka, że jeśli stłuczemy termometr, nie będziemy mieli temperatury. Klienci mają spory wybór, nie przyjadą do niezdrowego skansenu, choćbyśmy nie wiem jak bombardowali świat PR-em.


Co nam, firmom żyjącym z reputacji kierunku, narzędzia nader kruchego, pozostaje jeśli najistotniejsze czynniki w państwie nie chcą zauważyć problemu? Przykład idzie zza wielkiej wody. Amerykańskie stany i miasta skutecznie kontestują politykę chowania głowy w piasek przez rząd federalny, wdrażając lokalnie programy niskiej emisyjności. Biznes też to zaczyna rozumieć, choćby światowy gigant 3M. Po co bowiem ten cały wzrost, skoro nie będzie komu go skonsumować? A my – niewielka w końcu branża – działajmy konsekwentnie w ramach swoich możliwości. Tylko tyle i aż tyle. Nie podawajmy cateringu na niedegradowalnych jednorazówkach, wyrugujmy plastikowe słomki, nie karmmy przede wszystkim mięsem, nie marnujmy żywności na bufetach, bądźmy eco, ale nie dla ozdoby i wizerunku, lecz dla Planety. Jest wiele możliwości, burzmy zatem nasze mózgi, kreatywność mamy wszakże na sztandarach i na ustach bezustannie. To będzie prawdziwy dla niej egzamin, a przy okazji, jakże zdrowa konkurencja.

 

Pamiętajmy: „Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie…” Nam wszystkim…

 

Autor: Tomasz Mlącki, sales & business development director, DMC Poland.

17 lut 2019
 
średnia ocen:
5.0
 
oceń
 
 
 
Meeting Planner Sp. z o.o.
ul. Złota 9/30, 00-019 Warszawa
tel.: 22.378 38 51
 
Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.