Przede wszystkim przemysł spotkań to branża ludzka. Kupuje się destynację, ale tylko dzięki współpracy z wybranymi osobami - Rozmowa z Krzysztofem Celuchem, Kierownikiem Poland Convention Bureau, Prorektorem Wyższej Szkoły Turystyki i Rekreacji im. Mieczysława Orłowicza w Warszawie.
Wydał Pan ostatnio razem z Robem Davidsonem, który zdaje się darzy szczególną atencją nasz kraj, książkę - „Motivational Events”. Proszę o kilka słów na temat tej publikacji. Co nowego znajdzie w niej planista spotkań? Czy Pana zdaniem, imprezy bądź wyjazdy motywacyjne mają realne przełożenie na efektywność pracowników bądź firmy organizującej wydarzenie typu incentive?
"Better Business Results throught Motivational Experiences and Incentive Travel" to kontynuacja publikacji Site Incentive Case Study Book z 1990 roku. W 2009 przygotowując się do certyfikacji trenerskiej CITE (Certified Incentive Travel Executive) korzystałem z poprzedniej publikacji. Po zdaniu wszystkich egzaminów zaproponowałem organizacji Site, że podejmę się napisania nowego wydawnictwa, do którego zaprosiłem Roba Davidsona. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że nie mówimy już o „incentive” tylko o doświadczaniu motywacyjnym, które kieruje do osiągania lepszych rezultatów biznesowych m.in. poprzez poprawienie efektywności pracowników.
Istnieje opinia, że na polskim rynku brakuje fachowej literatury dotyczącej branży spotkań. Z czego to wynika? Z braku praktyki, wiedzy? Jakie błędy bądź, jakich anachronizmów dopuszczają się najczęściej polscy autorzy?
Podstawowe pytanie, które warto tu zadać, kto poszukuje fachowej literatury i czego w niej szuka. Gdy mówimy o osobach, które rozpoczynają swoją przygodę z przemysłem spotkań to literatura jest dostępna, można z niej korzystać i jako nauczyciel akademicki mogę potwierdzić, że wystarczy chcieć. Co do profesjonalistów z branży to szeroki wachlarz publikacji w różnych językach sprawia, że naprawdę można dużo skorzystać. Oczywiście sztuką jest umiejętność szukania, ale właśnie po to są organizowane szkolenia przez stowarzyszenia, studia przez uczelni, żeby tam zdobyć wiedzę i uzyskać informację o źródłach. Literatura jest i czas zacząć ją czytać, a profesjonalistów zachęcam do dzielenia się ich wiedzą również na jej łamach.
Polska nieznacznie przesunęła się na wyższą - 79 pozycję, w ostatnim rankingu Country Brand Index* (CBI 2011), przygotowywanym corocznie przez firmę Future Brand. Czy Pana zdaniem pozycja Polski wzrasta w prawidłowym tempie? Jakie sygnały o tym świadczą?
Kampanie promocyjne Polskiej Organizacji Turystycznej, aktywność licznych podmiotów rządowych i ich wspólne inicjatywy, projekty organizowane przez stowarzyszenia branżowe, nowe inwestycje w tym centra konferencyjne, liczne komentarze od planistów z zagranicy świadczące o zainteresowaniu Polską. Dodatkowo kongresy stowarzyszeniowe, chęć organizacji spotkań branżowych przez międzynarodowe organizacje czy czasem dobre słowo na temat działań Polaków i Polski to przykłady, które potwierdzają, że idziemy w dobrym kierunku. Oczywiście zawsze istnieje możliwość, aby zrobić więcej dlatego warto działać razem.
Współorganizowanie Euro 2012 przez Polskę będzie niewątpliwą okazją do wzmocnienia naszej marki i podkreślenia naszych atutów. Jak Pan sądzi, czy Polska wykorzysta właściwie tę okazję? Czy inne kraje odniosły korzyści z organizacji tego rodzaju wydarzeń?
Przemysł spotkań skorzysta jak każda inna gałąź gospodarki, należy jednak pamiętać, że organizatorzy spotkań stowarzyszeń unikają takich imprez sportowych, dlatego oni nie postawili na spotkania w Polsce w 2012. Siła tkwi w wydarzeniach korporacyjnych. Polskie firmy organizują lub koordynują liczne wydarzenia. To właśnie polskie firmy są lokalnymi partnerami międzynarodowych marek więc na pytanie czy wykorzystujemy ten potencjał mogę odpowiedzieć, że na pewno się staramy działań jak najaktywniej. Kampania Polskiej Organizacji Turystycznej na rynku niemieckim, brytyjskim i francuskim wszędzie ukazuje Polskę jak miasto gospodarza więc na pewno jesteśmy widoczni.
Narzekamy, że pozycja Polski mogłaby być lepsza. Jaką pracę należy wykonać by wzmocnić nasz wizerunek? Jak się buduje pozycję kraju na rynku międzynarodowym?
Na pewno warto zacząć od tego, że nie narzekamy, ale wspólnie staramy się promować polski przemysł spotkań. Łącząc działania sektora prywatnego i publicznego buduje się pozycję kraju na rynku międzynarodowym. U nas ma to już miejsce. Wspólnie z organizatorami kongresów, podróży motywacyjnych czy hotelarzami prezentowany jest polski przemysł spotkań w ramach kampanii „Move Your Imagination” i dodatkowych działań. Sztuką jest poruszać wyobraźnię i działać z dużym wyprzedzeniem, bo taka właśnie jest ta branża. Trzeba zaskakiwać profesjonalizmem i kreatywnością . W taki sposób możemy wzmocnić nasz wizerunek.
Dużo czasu spędza Pan za granicą, uczestnicząc w życiu międzynarodowych stowarzyszeń czy w największych targach związanych z turystyką biznesową, będąc swoistym ambasadorem Polski. Proszę o kilka słów na ten temat. W jaki sposób uczestnictwo w wymienionych przedsięwzięciach przekłada się na promocję Polski za granicą?
Przede wszystkim przemysł spotkań to branża ludzka. Kupuje się destynację, ale tylko dzięki współpracy z wybranymi osobami. Nieobecni nie mają głosu i na tym polega cała złożoność tej branży. Kontakty są kluczowe i właśnie to one najczęściej decydują o wyborze danego kraju tudzież nie. Umiejętność prezentacji destynacji, nawiązywania relacji czy po prostu prowadzenie otwartej rozmowy to elementy obowiązkowe i dzięki nim jest szansa na promocję danego kraju. Jako reprezentant Poland Convention Bureau POT promuję Polskę w różnych miejscach, zawsze pamiętając o walorach naszego kraju i profesjonalizmie osób związanych z tą branżą. Udział w międzynarodowych spotkaniach to również wiedza. Tylko Ci, którzy śledzą bieżące trendy mogą wprowadzać je w lokalnych społecznościach.
Na jakim kraju możemy lub powinniśmy się wzorować, jeśli chodzi o funkcjonowanie czy pozycję przemysłu spotkań? Czego możemy się od niego nauczyć?
Moim zdaniem najlepiej połączyć ułańską - polską fantazję z profesjonalizmem i fachowym podejściem. Przemysł spotkań na świecie rozwija się różnie: wiedeńska umiejętność pozyskiwania kongresów medycznych, fińskie podejście do społecznej odpowiedzialności biznesu, kanadyjski profesjonalizm czy amerykańskie doświadczenie to wybrany mix, który jest wart wykorzystania.
Sadząc po liczebności stowarzyszeń, która świadczy w dużej mierze o ich sile oddziaływania, można stwierdzić, że polscy planiści wydarzeń w niewystarczającym stopniu angażują się w życie branżowe. Czy za granicą udział w życiu stowarzyszeń wydaje się może bardziej naturalne i popularne?
Sztuka działania razem nie jest na pewno łatwa. Patrząc na przykładzie organizacji Meeting Professionals International, której jestem członkiem w 71 oddziałach jako wolontariusze działa 23 tysiące osób. Ich siłą jest wizja nowych projektów i realizacji ich wspólnie. Nie jest wyzwaniem zapisać się do grup osób, o wspólnych zainteresowaniach, ale dać coś od siebie, zainwestować i wspólnie świętować sukcesy. W Polsce powoli się tak dzieje, co cieszy.
Jaka jest, w Pana mniemaniu, największa bolączka polskiej branży spotkań?
Brak chęci współpracy razem i brak kreatywności.
Zapytam przewrotnie jak wygląda dzień Krzysztofa Celucha? Co pochłania Panu najwięcej czasu? Czy starcza czasu na jakieś zainteresowania?
Aktualnie moje życie zawodowe dzielę na praktykę i teorię. Jako kierownik Poland Convention Bureau POT promuję polski przemysł spotkań. Jako prodziekan Uczelni Vistula kształcę kolejną grupę przyszłych liderów dla naszej branży. Komfort dzielenia się praktyką podczas zajęć dydaktycznych daje mi ogromną satysfakcję. Ponadto coraz częściej angażuję się jako trener w edukowanie profesjonalistów przemysłu spotkań co jest ciekawym wyzwaniem i otwiera mnie na nowe projekty. Zainteresowania? Oczywiście tak ... Nadal pasjonuje mnie polski folklor, praca nad rozprawą doktorską i co najważniejsze moja cudowna rodzina.
Jak ocenia Pan rynek polskich stowarzyszeń branży spotkań? Czy idą w dobrym kierunku? Niektóre z nich stawiają na uczestnictwo firm inne na indywidualnych członków; Jedne na ekskluzywność inne zaś na powszechność? Która strategia jest Pana zdaniem najbardziej efektywna? Czy może Pan pokusić się o porównania z jakimiś zagranicznymi rynkami w tym zakresie?
Moim zdaniem powinny działać razem. Jako prezes MPI proponowałem takie rozwiązanie, jednak nie spotkało się ono z aprobatą. Siła tkwi w otwartości. Problemy stowarzyszeń są takie same wszędzie na świecie, co ukazały mi liczne spotkania z kolegami z zagranicy.
Nie widzę na polskim rynku stowarzyszeń, które możemy scharakteryzować jako ekskluzywne. Analiza jakości stowarzyszeń branżowych został przedstawiona w ramach studenckiego Koło Naukowego Turystyki Uczelni Vistula. Polecam publikacje „Stowarzyszenia i organizacje w przemyśle spotkań – Kompendium”.
Jest Pan członkiem Zarządu MPI Poland Club. Czy warto uczestniczyć w stowarzyszeniach? Jak to się przekłada praktycznie na korzyści dla ich członków?
Tak zdecydowanie warto. Wiedza plus kontakty to ogromna siła, a ją można zdobyć tylko poprzez profesjonalne stowarzyszenie. To właśnie dają organizacje, a członkostwo w MPI sprawiło, że pasja jaką był przemysł spotkań stała się dla mnie działalnością zawodową.
MPI Poland Club dużą wagę przewiązuje do działalności edukacyjnej. Jakie jeszcze działania prowadzicie w ramach stowarzyszenia?
Wspieranie lokalnych społeczności, tworzenie standardów, prowadzenie badań przemysłu spotkań. Integrujemy, motywujemy, tworzymy.
Pana ulubione miejsce na ziemi? Destynacja idealna na zorganizowanie wydarzenia bądź dla cele prywatne.
Miejsce na ziemi na cel prywatny, czyli tam gdzie uwielbiam czytać książki - tajemnica, ale zaledwie 250 km od Warszawy. Zdecydowanie Polska. Cel służbowy - to zależy. Zachwyca mnie Islandia, inspiruje Ukraina, a tak naprawdę stawiam na Polskę.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agata Siekierska