Rozmawiamy z Andrzejem Hulewiczem, Wiceprezesem Mazurkas Travel Poland na temat początków firmy oraz stopniowego poszerzania marki o nowe podmioty a także o kondycji szeroko pojętej branży spotkań w kontekście zmieniającego się świata.
W jaki sposób firma Mazurkas Travel Poland ewaluowała? Na jakich etapach dochodziły nowe podmioty, czy był to element strategii wewnętrznej firmy czy może potrzeba wynikająca z braku partnerów na ówczesnym rynku?
Firma powstała w specyficznym okresie wtedy, gdy się wszystko rodziło po zmianach ustrojowych. Było nas na początku trzech, później pozostało dwóch partnerów, natomiast wszyscy mieliśmy już pewne doświadczenie turystyczne, ale od strony obsługi pilockiej zarówno grup zagranicznych jak i polskich zagranicą. W 1990 roku wszystko się zmieniało, zaczęły powstawać prywatne firmy no i myśmy weszli w ten nurt. Powstała firma, która na początku miała za cel tworzyć imprezy muzyczne, kulturalne dla grup przyjeżdżających do Polski. Dlatego nazwa, która powstała miała się kojarzyć z mazurkami Chopina czy też z naszym narodowym tańcem Mazurem.
Pierwsze nasze poczynania, to było stworzenie programów turystycznych z uwzględnieniem spektakli operowych czy prywatnych koncertów i od razu zaczęło sie nam to udawać, bo mięliśmy grupy czy z Francji czy ze Stanów Zjednoczonych, czy z innych krajów Europy Zachodniej. Takie były początki, ale później oczywiście zakres działania nam się poszerzył, jeśli chodzi o samą ideę turystyki przyjazdowej. Suma sumarum był to bardzo wąski obszar, jeśli chodzi o nazwijmy to turystykę muzyczną. Dostawaliśmy zapytania o typowe podróże po Polsce, czy też MICE-owe i z czasem zaczęliśmy wyrastać na mocny podmiot turystyki przyjazdowej.
Dodatkowo, działając w ówczesnym hotelu Forum i zaczęliśmy dostrzegać w Warszawie brak tego, co funkcjonowało w innych miastach - możliwości zorganizowania zwiedzania, wizyty czy też koncertu ad hoc. Głównie chodziło o koncerty chopinowskie.
Na początku lat 90-tych byliśmy prekursorem typowych zwiedzań po Warszawie, regularnych wyjazdów z Warszawy do Krakowa, zaczęliśmy organizować koncerty chopinowskie i to bardzo nam dobrze szło, bo było duże zainteresowanie. Ważne jest to, że potrafiliśmy działać nie w biurokratyczny sposób, ale na zasadzie sprawnej i szybkiej obsługi.
Czy to był trudny rynek? Czy mieliście dużo konkurentów, czy dopiero wszystko się rodziło?
Byliśmy wtedy pełni entuzjazmu. Musieliśmy być w ciągłej gotowości, bo w każdej chwili czy to ze strony organizatorów czy też pilotów mogliśmy usłyszeć - Mamy 20 osób na koncert, zorganizujcie nam coś. Myślę, ze entuzjazm grał tu dużą rolę. Bawiliśmy się tym po prostu. Nie było dużej konkurencji specjalnie. Ważne jest, że do jakiegoś momentu potrafiliśmy w jakiś sposób sprostać temu zapotrzebowaniu, które się pojawiało. Wiadomą rzeczą jest, że gdy my wyjeżdżamy za granicę chcemy choćby zwiedzić miasto autokarem objazdowym czy pójść na koncert. Tego w Warszawie wtedy nie było. Teraz nie ma tego problemu. Informacje można znaleźć w Internecie. Przed dobrych parę lat byliśmy centrum kontaktowym, do którego wszyscy się zgłaszali.
W jakiej kolejności pojawiały się inne firmy marki Mazurkas?
Można powiedzieć, że nasze spotkanie z turystyką było traktowane przez nas, jako przygoda. My nigdy, nawet do te pory, nie traktowaliśmy naszego przedsięwzięcia tylko pod kątem zrobienia interesu, czyli zarobienia jak najwięcej. Jeśli chodzi o transport, to na początku lat 90-tych tego transportu brakowało. Były tylko stare ikarusy i nie było nowoczesnych autokarów. Gdy organizowaliśmy zwiedzania odczuwaliśmy, że potrzebny jest nam jakiś podstawowy transport. Zbiegiem okoliczności poznaliśmy w tym czasie ludzi z Belgii, którzy mieli już pewne możliwości w fabryce Van Hool i oni nam zaufali. W formie kredytowej wzięliśmy od nich autokary. To się później rozwinęło. W pewnym momencie wyrosła firma córka - transportowa i staliśmy się czołowym biurem transportowym, jeśli chodzi o autokary turystyczne do obsługi ruchu lokalnego. Nas nigdy nie interesowały linie. Bardziej potrzebowaliśmy transportu do obsługi grup przyjeżdżających z zagranicy, na potrzeby wewnętrzne firmy, ale byliśmy otwarci na obsługę konferencji, kongresów czy tez wyjazdów firmowych.
Sytuacja, jeśli chodzi o przewozy autokarowe zmieniła się diametralnie. Tych firm jest teraz bardzo dużo, jest to bardzo konkurencyjny i trudny rynek.
Jeśli chodzi o inne nasze podmioty takie jak DMC czy Biuro Konferencji i Kongresów, w drugiej połowie lat 90-tych poszczególne części naszej firmy zaczęły się w tym specjalizować. Tzn. zauważyliśmy takie zapotrzebowanie głównie ze strony Europy Zachodniej i udało nam się zostać członkiem Euromicu, które grupuje podmioty - po jednym z danego kraju. Dużo się nauczyliśmy od tych partnerów i staliśmy się czołowym DMC w Polsce, jeśli chodzi o obsługę grup typu incentive, tak samo jak zostaliśmy zauważeni, jako potencjalny PCO, bardziej nawet zagranicą niż w kraju. Udało nam się zrealizować bądź kompleksowo bądź częściowo wiele dużych kongresów, które miały miejsce w Polsce.
Zupełnie inną sprawą jest nasza przygoda z hotelem i cateringiem. Tutaj głównie mój partner - Andrzej Bartkowski podjął się zarówno dzieła budowy hotelu jak i stworzenia firmy cateringowej. Hotel jest bardzo ładny i funkcjonalny i stwarza duże możliwości organizowania konferencji, kongresów czy tez imprez eventowych. Przy nim rozwinął się bardzo dobrze catering, który traktujemy bardziej, jako spektakl aniżeli tylko i wyłącznie jedzenie. Mogę się pochwalić, że całkiem niedawno odbyła się impreza dla 3 tysięcy osób dla Biedronki w Hali MT Polska. Jest to ciekawe o tyle, że był to catering podawany. W Polsce mogę wymienić jedynie może 2-3 firmy, które potrafią tego typu catering zrobić dla 3 tys. osób. To jest szalone przedsięwzięcie organizacyjne, żeby tyle osób obsłużyć przy kolacji zasiadanej.
Która z firm działających pod marką Mazurkas jest swego rodzaju lokomotywą całej grupy?
To, że jesteśmy 21 lat na rynku, świadczy o tym, że dajemy sobie radę. Nie ma tu firmy dominującej, bo każdy dział jest jedyny w swoim rodzaju. Generalnie rzecz biorąc, dużo łatwiej było działać parę lat temu, ponieważ była mniejsza konkurencja, co jest bardzo istotne byliśmy w wielu dziedzinach prekursorami. Poza tym cała turystyka przyjazdowa ma tez konkurenta w postaci Internetu, więc wiele obszarów wypadło. Poza tym wielu partnerów zagranicznych też dzięki Internetowi i lepszej komunikacji załatwia wiele spraw bezpośrednio w kontakcie choćby z hotelami czy restauracjami. Siłą rzeczy, utrzymać się w tej chwili na rynku jest bardzo trudno.
Świat idzie w kierunku większej technicyzacji…
Ja zauważam, że to wszystko się bardzo zmienia. Wiadomo rzeczą jest, że jak ktoś chce zamówić sobie hotel czy kupić bilety lotnicze, to może łatwo to zrobić przez internet natomiast nadal wiele obszarów w turystyce uzależnionych jest od czynnika ludzkiego - takich jak znajomość danych kierunków czy możliwość doradzenia. Jak ktoś chce zorganizować konferencje, to potrzebuje takich osób jak my, żeby zrobić wydarzenie z duszą.
Czy branża spotkań ma szanse być silna i dochodowa? W sytuacji, kiedy często firmy starają się organizować wydarzenia na własną rękę, mają narzędzia takie jak internet?
To jest pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno jest tak, że jest dużo trudniej działać na rynku ze względu na to, że z jednej strony zauważalna jest nawet w skali światowej globalizacja. Weźmy nawet duże kongresy, które są organizowane przez tak zwane światowe PCO. W związku z tym, oni nawet organizując kongres w Polsce nie potrzebują nas, jako PCO tylko ewentualnie, jako firmę cateringową, transportową czy świadczenia DMC. Również wiele eventów organizowanych jest przez globalne firmy. Dobrym przykładem jest to, jak nasza branża cierpi z tego powodu, że podczas EURO 2012, omija się polskie podmioty, już poczynając od UEFY. Ma ona swoich podwykonawców i wszystkie dochody z tego tytułu pójdą do niej. Hotele czy restauracje coś tam zarobią, ale jeśli chodzi o polską branżę spotkań, to oczekiwania były dużo większe i teraz jak ja to widzę, w niewielkim stopniu pozwoli się nam tu zarobić.
W jaki sposób branża turystyczna może wykorzystać EURO?
Euro dobrze, że się trafiło, bo nie ulega kwestii, że jeżeli mówimy o perspektywach turystyki przyjazdowej, to jest to w dużej mierze uzależnione od tego, jak Polska sobie poradzi z budowaniem infrastruktury oraz jak sobie poradzi z przyciągnięciem dużych czy mniejszych wydarzeń do Polski, bo tego najwięcej brakuje. Ja osobiście uważam, że główna bolączką, w zależności, jaką cześć turystyki przyjazdowej będziemy omawiać, jest mimo wszystko brak zrozumienia dla branży turystyki przyjazdowej przez podmioty państwowe tudzież samorządy danych miast. Oczywiście Euro 2012 jest wydarzeniem, które zwróci uwagę na Polskę no, ale my potrzebujemy takich wydarzeń dużo też o skali mniejszej. Dla mnie na przykład jest zadziwiające, że taki kraj jak Polska ma tak małą ilość kongresów medycznych czy też z innych dziedzin, bo porównując nasz kraj z innymi, bardzo niekorzystnie wypadamy. Tych inicjatyw praktycznie nie ma.
W jaki sposób pozyskuje się takie kongresy?
Po pierwsze trzeba zaprosić, a zaprosić to wziąć na siebie duża odpowiedzialność za organizację. Władze polskich miast nie ułatwiają tego w przeciwieństwie do innych miast w Europie. Nie rozumieją korzyści z tego płynących. Miasta muszą wychodzić z inicjatywą, że chcą, a chcą to znaczy muszą coś dać. Z drugiej strony musi istnieć stowarzyszenie czy towarzystwo, które podejmie się głównie pod kątem merytorycznym zorganizowania takiego kongresu, co oczywiście wiąże się z dużą ilością pracy. Według mnie, tłumaczenie się brakiem centrum kongresowego jest żadnym tłumaczeniem. Istnieją dobre PCO, takie jak nasze, które potrafi pod względem organizacyjnym sprostać temu przedsięwzięciu. Cały czas powtarzam, że takie miasto jak Warszawa powinno mieć w roku, co najmniej pomiędzy 5 a 10 wydarzeń tego typu, gdzie ilość uczestników wynosi ok 2-3 tysięcy. To w sposób jakościowy bardzo pozytywnie by wpłynęło zarówno na wpływy w budżecie miasta jak i na zyski takich podmiotów jak hotele, taksówki, restauracje, biura podróży i firmy, które pomagają przy realizacji kongresów, czy też eventów itd.
Przyszłość takich biur jak nasze jest w dużej mierze uzależnione od tego, co się będzie działo w Polsce. Musi się odbywać jak największa liczba wydarzeń czy to konferencyjnych, kongresowych, muzycznych czy też sportowych.
Co Pan sądzi na temat stowarzyszeń branżowych? Czy Wasza firma angażuje się w ich działania?
Ja osobiście uważam, że stowarzyszenia, jako takie są jak najbardziej właściwą formą, która powinna przede wszystkim skupiać daną branżę, być forum wymiany doświadczeń i reprezentować dane środowiska na zewnątrz. Natomiast moje wrażenia, jeśli chodzi o uczestnictwo w tych stowarzyszeniach są mieszane.
Z jednej strony te spotkania dają możliwość posłuchania, co się dzieje w danej branży czy też podjęcia pewnych inicjatyw, żeby pewne rzeczy unormować, jeśli chodzi o aspekty prawne szczególnie. Branża jednak musi dorosnąć, żeby nie mieszać spraw indywidualnych biznesów z interesami całej branży. Często jest tak, że pod płaszczykiem stowarzyszenia, ktoś stara się pewne rzeczy ugrać. Generalnie uważam, że tego typu stowarzyszenia są potrzebne, tylko jest pytanie jak je właściwie zorganizować, jak je zneutralizować, jeśli chodzi o mieszanie interesów prywatnych z interesami całej branży. Być może jakimś pomysłem jest, żeby te stowarzyszenia powstawały w oparciu o takie firmy jak MeetingPlanner, bo niestety siła większości tych organizacji, które istnieją w Polsce, nie jest za duża. W stowarzyszeniu muszą być jasne reguły gry. Z drugiej strony, jestem pełen uznania dla tych ludzi, którzy działają w stowarzyszeniach, ale żeby stowarzyszenie działało dobrze, trzeba dorosnąć do pewnych rzeczy.
Rozmawiała Agata Siekierska