#Transformacja Od logistyki do znaczeń: jak eventy stały się językiem
Branża eventowa w Polsce dojrzewa – ekonomicznie, organizacyjnie, ale też emocjonalnie. Klienci coraz częściej pytają nie o to, ile osób przyjdzie, tylko jakie doświadczenie będzie warte zapamiętania. Jaką emocję uda się zbudować. Intencjonalność – słowo, które do niedawna brzmiało jak moda – staje się dziś miarą profesjonalizmu, określając jednocześnie miejsce, w jakim jako branża jesteśmy. Pisze w raporcie „Event marketing 2025 /2026” Łukasz Gumowski, creative & strategy partner, Plej.
Świat komunikacji przyspieszył tak bardzo, że często zapominamy, po co w ogóle próbujemy się ze sobą porozumiewać. Technologia, która miała nas połączyć, coraz częściej oddziela – ekranem, filtrem, opóźnieniem, które nigdy nie pozwala w pełni być „tu i teraz”. A jednak, paradoksalnie, właśnie w tym świecie wydarzenia na żywo – spotkania ludzi w jednej przestrzeni, w jednym czasie – zyskują na znaczeniu. Stają się coraz rzadszą okazją do doświadczenia prawdziwego kontaktu.
Po latach odbudowy po pandemii, gdy branża eventowa w Polsce z trudem odzyskiwała oddech, weszliśmy w etap, w którym samo „dzianie się” przestało wystarczać. Wydarzenie nie ma już być tylko zrealizowane, ma mieć sens. Ma coś powiedzieć, coś poruszyć, coś zmienić. W liczbach ta branża wygląda imponująco – 229 miliardów złotych wartości dodanej brutto, ponad 18 milionów uczestników rocznie – ale za tymi danymi kryje się pytanie, którego wcześniej prawie nikt nie zadawał: po co to wszystko robimy?
To pytanie staje się punktem zwrotnym. Eventy nie są logistyką, a językiem komunikacji – sposobem opowiadania historii, w których człowiek jest nie widzem, lecz uczestnikiem. Jeszcze kilka lat temu wystarczyło dobrze zorganizować konferencję, dziś chodzi o stworzenie doświadczenia, które zostaje w pamięci, bo dotyka czegoś głębszego. Coraz częściej miarą sukcesu nie jest ROI, ale ROX – zwrot z doświadczenia. Nie chodzi o liczbę gości, lecz o to, co zapamiętali, co poczuli, jak bardzo to spotkanie ich poruszyło.
Paradoksalnie w tej transformacji ogromną rolę odgrywa technologia. Sztuczna inteligencja, automatyzacja, integracja systemów – wszystko to nie po to, żeby zastąpić człowieka, ale by uwolnić jego czas i uwagę. Kiedy 70 procent pracy przestaje polegać na organizacyjnych detalach, zostaje przestrzeń na sens: strategię, kreację, emocję. AI może wesprzeć procesy, ale nie podejmie decyzji, które wymagają intuicji. Nie poczuje napięcia chwili, nie odczyta spojrzenia w sali, nie zrozumie ciszy. Technologia ma być tłem, które pozwala człowiekowi wrócić do roli, w jakiej jest niezastąpiony – tej, w której tworzy znaczenia.
Wydarzenia coraz częściej nie kończą się zgaszeniem świateł, ale dopiero wtedy się zaczynają. To moment, od którego marki zaczynają opowiadać swoje historie – w mediach społecznościowych, w kolejnych spotkaniach, w długich relacjach z ludźmi, którzy stają się częścią wspólnoty. Wydarzenie jest dziś początkiem rozmowy, a nie jej końcem.
Ta potrzeba prawdziwości zmienia język całej komunikacji. Po kryzysie zaufania do influencerów wraca autentyczność – twórcy, którzy nie sprzedają wizerunku, tylko dzielą się sobą, marki, które nie udają emocji, tylko je współtworzą. Cenimy to, co nie jest idealne, ale jest prawdziwe. Ulotny moment, w którym ktoś po prostu jest. Ekrany działają na nasz mózg w prosty i przewidywalny sposób. Dostarczają dopaminę – krótkotrwałe impulsy przyjemności, natychmiastową gratyfikację, szybkie nagrody. Scrollowanie, powiadomienia, bodźce. To mechanizm skuteczny, ale wyczerpujący. Im więcej ekranów, tym większe zmęczenie i tym płytsze zaangażowanie.
Wydarzenia na żywo uruchamiają zupełnie inny układ. Oksytocynę i serotoninę – hormony więzi, zaufania i długotrwałego poczucia sensu. Wspólna obecność ludzi w jednej przestrzeni synchronizuje ciało: oddech, tętno, a nawet fale mózgowe. Na koncertach, w salach konferencyjnych, podczas wspólnego doświadczenia – ludzie dosłownie „dostrajają się” do siebie. I to nie jest metafora – to neurobiologia.
Eventy nie są więc alternatywą dla świata cyfrowego. Są odpowiedzią na jego przeciążenie. Biologicznym resetem. Powrotem do mechanizmów, które przez tysiące lat budowały wspólnoty, zaufanie i sens. Byliśmy stworzeni do zbierania się wokół ognia. Dzisiejsze wydarzenia są tym ogniem – w nowej formie, ale z tą samą funkcją.
To widać również w sposobie projektowania wydarzeń. Uczestnicy oczekują elastyczności, komfortu i poczucia przynależności. Szukają doświadczeń, które angażują wszystkie zmysły: światło, zapach, fakturę, dźwięk. W świecie, który coraz bardziej pachnie ekranem, to właśnie kontakt z materią – z przestrzenią, z drugim człowiekiem, z samym sobą – staje się najbardziej luksusowym doświadczeniem. Technologia może tworzyć iluzję, ale tylko człowiek potrafi stworzyć więź.
Dlatego tak mocno rośnie znaczenie wellbeingu i ESG. Coraz więcej firm myśli o wydarzeniach nie tylko jako o narzędziu komunikacji, ale też o polu odpowiedzialności. Wybór lokalnych dostawców, minimalizacja odpadów, projektowanie przestrzeni, które po sobie coś zostawiają – nie w raporcie, lecz w świecie. Równolegle, pojawia się nowy wymiar troski o uczestnika: cisza, natura, oddech, światło. Nie jako „dodatek”, lecz jako forma szacunku. Bo w świecie zmęczonym ekranem, wydarzenie, w którym można naprawdę odpocząć, staje się gestem odwagi.
Ten powrót do człowieka nie jest nostalgicznym gestem. To nie ucieczka od technologii, lecz świadomy wybór równowagi. Branża eventowa w Polsce dojrzewa – ekonomicznie, organizacyjnie, ale też emocjonalnie. Klienci coraz częściej pytają nie o to, ile osób przyjdzie, tylko jaki ślad po sobie zostanie. Jakie doświadczenie będzie warte zapamiętania. Jaką emocję uda się zbudować.
Rok 2026 będzie rokiem decyzji. Między efektem a sensem, między ilością a jakością, między trendem a autentycznością. Intencjonalność – słowo, które do niedawna brzmiało jak moda – staje się dziś miarą profesjonalizmu. I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
Nie o więcej. O głębiej.
Nie o głośniej. O prawdziwiej.
Bo w świecie, gdzie komunikujemy się coraz szybciej, prawdziwym luksusem staje się uważność.
Autor: Łukasz Gumowski, creative & strategy partner, Plej
Zobacz główne wnioski z raportu „Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń” >>>

„Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń” to piąty raport poświęcony kondycji event marketingu opracowana przez zespół prowadzony przez redakcję MeetingPlanner.pl, składający się z przedstawicieli agencji: Allegro Brand Experience Agency, BluExperience, CreativePro (Pl), El Padre, Imagine Nation, KDK Events, Live Age oraz Plej. Badanie zostało zrealizowane przez instytut badawczy IQS.
W publikacji znajduje się także analiza dokonana przez przedstawicieli agencji eventowych pokazująca perspektywę rynku w odniesieniu transformacji event marketingu, oraz analiza mozaiki pokoleniowej, potrzeb różnych pokoleń spotykających się w tych samych przestrzeniach wydarzeń i roli agencji eventowych dokonana przez trenerkę biznesu i psycholog Agnieszkę Marudę.
Poprzednio ukazały się: „Event marketing 2024/2025. Człowiek w centrum w czasach AI”, „Event marketing 2023/2024. Wpływ zrównoważonego rozwoju na przemysł spotkań”, „Event marketing 2022/2023. Wyzwania przemysłu spotkań i wydarzeń w niepewnych czasach”, „Digital Event. Wydarzenia i spotkania online 2020/2021”.